Ogłoszenia

Tagged #Scarlet tak samo jak Tagged #Monsters, które znajduje się w menu, czerpie z uniwersum mangi Gangsta. (Które de facto bardzo polecam) Scarlet opowiada o Tris, jednej z bohaterek Tagged #Monsters i o jej przeszłości.

Daty publikacji rozdziałów:
12 i 27 dzień każdego miesiąca.

środa, 12 kwietnia 2017

Cz 2. Doctor #Lost



There‘s a thorn in my heart and it‘s killing me

             Uciekała ile sił w nogach, biegnąc przez ciemny, gęsty las. Nie wiedziała nawet, przed czym. Coś jej zagrażało? Coś ją ścigało? Naprawdę nie miała pojęcia, ale była przerażona. Las ciągnął się w nieskończoność i znikąd pomocy.
             A gdy wreszcie cudem udało jej się stamtąd wydostać, zamarła. Obok niej stał Loki, a naprzeciw Beretta szykowała się do ataku. Tris nie zdążyła nawet krzyknąć, kiedy było już po wszystkim. Przytrzymała Lokiego, żeby nie upadł, a jej oczy zalały się łzami. Znowu… Znowu pozwoliła mu odejść.
             – Nie… Nie, nie! Proszę... Nie. Loki! – krzyczała i nagle zerwała się z łóżka. Była zlana potem, a oczy miała mokre od płaczu.
             – Tris? – usłyszała przy łóżku głos Niny. – Wszystko w porządku?
             – Tak – odparła pospiesznie, ale głos jej się załamał. Drżącą ręką przetarła twarz i wzięła kilka głębszych oddechów. Poczuła na ramieniu drobniutką dłoń dziewczynki i westchnęła. – Nic mi nie jest. Wracaj spać.
             – Miałaś koszmary?
             – Tak. Ale już po wszystkim.
             – To po Celebrerze? – zapytała Nina. – To dlatego nie chcesz go brać?
             – Wracaj spać – rozkazała Tris, marszcząc brwi. – I nie mów nic Theo.
             – Nie powinnaś być sama w takiej chwili – upierała się Nina i Tris przez chwilę miała ochotę miała ochotę zacisnął palce na chudziutkiej szyi szatynki.
             Oczami wyobraźni widziała już, jak wyciąga ręce i w mgnieniu oka skręca delikatny kark. Nie ma krzyków, niczego. Wszystko dzieje się zbyt szybko. Ciało bezgłośnie osuwa się na ziemie. Musi jeszcze tylko ukryć zwłoki, żeby Theo się nie dowiedział. Łatwizna.
             Sama nie wiedziała, dlaczego tego nie zrobiła. Miałaby problem z głowy raz na zawsze. A jednak wolała nie ryzykować. Theo… Wściekłby się. Był przywiązany do Niny, pewnie bardziej, niż do własnej siostry. Poza tym Nina była też dość blisko z jednym z tym Zmrokiem, Brownem. A z ragą A/0 lepiej było nie zadzierać.

I wish I could go back and do it all differently

             – Daj mi spokój – warknęła Tris, aż Nina cofnęła się nieco wystraszona, gdy za oknem rozległ się potężny grzmot z błyskawicami. – Zmykaj stąd. Natychmiast – wycedziła przez zęby.
             Szybko zrobiło jej się głupio. To nie była wina Niny. Te koszmary… Taką cenę płaciła za swoją siłę. Wszystkie najgorsze wspomnienia wracały do niej w nocy. Wszystkie lęki, obawy i ta przeszywająca na wskroś samotność. Gdy tylko zasypiała, czuła się jakby trafiała do najgłębszych czeluści piekła. A najgorsze było to, że z własnej głowy nie potrafiła uciec.
             Uciekała, więc od Celebrera. Odstawiała go, kiedy mogła. Czasami na całe tygodnie, żeby tylko nie śnić. Nie o takich rzeczach. Wolała ból fizyczny. Nawet wtedy, gdy bolała ją każda komórka ciała, a ono zdawało się płonąć, nawet wtedy czuła się lepiej, niż podczas snu.
             Przez chwilę miała nawet ten głupi pomysł, żeby przeprosić Ninę i wszystko jej wyjaśnić. Ale szybko zmieniła zdanie. Lepiej było trzymać ją na dystans. Jak wszystkich. Bo po co przywiązywać się do kogoś, kto i tak kiedyś odejdzie.

cause now there‘s a hole in my soul where you used to be

             Theo nie mógł spać z powodu tej burzy. Zaczęła się nagle i rozszalała na dobre nad samym centrum miasta. Wcześniej słyszał, że ktoś spaceruje po klinice, ale sądząc po krokach to tylko Nina. Teraz nie słyszał kroków, ale bez wątpienia słyszał w rogu jakiś szmer. Co prawda w ciemnym rogu sypialni nie dostrzegał nic niepokojącego, to jednak nie mógł pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia, że ktoś go obserwuje.
             Ziewnął przeciągle, wpatrując się w mrok i miał wrażenie, że mrok odwzajemnia jego spojrzenie, co było z lekka upiorne. Przewrócił się na drugi bok, ale nie wytrzymał tak za długo i powrócił do pierwotnej pozycji. Poprawił przy okazji poduszkę i podniósł się, opierając na łokciach. Rozległ się kolejny grzmot i błysk piorunu przeszywającego niebo rozjaśnił pokój, niemal jak za dnia.
             – Łaaa! – krzyknął Theo, gdy dojrzał w rogu pokoju jakąś postać i zerwał się na równe nogi, by zapalić światło. – Tris, do cholery! Chcesz, żebym zawału dostał?
             – Nie mogłam spać – stwierdziła beznamiętnie.
             – I dlatego straszysz mnie jak jakiś upiór?! Myślałem, że ktoś mnie przyszedł zamordować we śnie – pieklił się Theo.
             – Przyszłam tylko zobaczyć, czy śpisz…
             – To trzeba było się odezwać.
             – Śpij, już ci nie przeszkadzam – powiedziała Szkarłatna, kierując się do drzwi.
             – Nie. Też nie mogłem spać...
             – Śpij. Tutaj nic ci nie grozi – oznajmiła Tris i wyszła, a Theo westchnął, opadając ciężko na poduszkę. – Burza minie…

There‘s a hole in my heart – in my life – in my way

             – Tris zniknęła! – krzyknęła Nina, wpadając do pokoju Theo. – Nie ma jej.
             – Co? Jak to nie ma? Rozmawiałem z nią niecałą godzinę temu.
             – Nie ma jej. Zniknęła.
             – Może poszła się przejść albo znów siedzi na dachu – mruknął Theo. – Mówiła, że nie może spać.
            – Nie ma jej – upierała się Nina. – Za to przed chwilą widziałam się z Nico. Podobno w mieście była jakaś rozróba. Cała grupka Zmroków, prawdopodobnie z innego miasta. Zaczęli się awanturować i zaczepiać ludzi. Co jeśli coś jej się stało?
             – Co? Gdzie są teraz.
             – Kiedy Nico ich znalazł, byli już martwi...
             – Zostań tu. Zamknij szczelnie drzwi i okna. I nie wpuszczaj nikogo. Nawet Tris, rozumiesz? – zarządził Theo i zaczął się pospiesznie ubierać. – Muszę coś sprawdzić.
             – Nie mam wpuszczać Tris?
             – Ona jest Zmrokiem, nie zauważyłaś, że bierze Celebrer? – jęknął Theo. – To ona zabiła tych gości. W nocy była tu, gapiła się na mnie, stojąc w ciemnym rogu pokoju. Muszę mieć pewność, że nic ci nie zrobi, Nino.
             – Nie… Nie wierzę, żeby była do tego zdolna. Jest trochę straszna czasami, ale...
             – Nino.
             – Dobrze…
             Theo ubrał się pospiesznie i zostawiwszy klinikę pod opieką dziewczynki, wybiegł z budynku. Gnał przed siebie, zupełnie nie wiedząc, gdzie szukać, ale czuł, że tym razem nie wybrała się na zwykły spacer. Odeszła. Ta durna blondyna wtargnęła nagle do jego życia i tak samo nagle postanowiła zniknąć. O nie. Drugi raz na to nie pozwoli.
             – Tris! – krzyknął Theo. – Tris!
            Nikt nie odpowiedział. Zamiast tego w kilku oknach zapaliły się światła, więc zrezygnował z zakłócania ciszy nocnej. I tak naiwnym było wierzyć, że ta bezmyślna dziewucha mu odpowie. Po prostu biegł dalej, chociaż nie trwało to długo, nim dostał zadyszki. Przecież był do cholery lekarzem, a nie sprinterem czy Zmrokiem.
             – Co się stało? – strapił się Worric na widok zziajanego doktora.
             – Widziałeś…– sapnął Theo, ale nie skończył.
             – Trupy? No. Masakra. Ktoś ich po prostu poćwiartował.
             – Broń?
             – Chyba jaktasak. Na pewno coś dużego – stwierdził Worric. – Trochę, jakby sprawka łowców.
             – Czyli nie sztylety – odetchnął z ulgą Theo.
             – Nie, a co? Dlaczego właściwie biegasz po nocy, doktorku?
             – Tris zniknęła.
             – Zniknęła?
             – No zniknęła. Normalnie. Nie ma jej. Dziwnie się zachowywała, a potem zniknęła.

and it‘s filled with regret and all I did, to push you away

            Wiedziała, że nastraszyła Ninę, a na dodatek, później także Theo. Po tych koszmarach chciała tylko zobaczyć, że jest żywy. Cały i zdrowy. Musiała się upewnić, że nikomu nic się nie stało, tylko dlatego, że na chwilę straciła czujność. A że nie mogła spać, dręczona koszmarami i złym przeczuciem, wyszła na zewnątrz. Potrzebowała się przejść i ochłonąć.
             Nie sądziła, że natknie się na Zmroków. I chociaż samo to nie było dziwne, ale ona ich znała. Kojarzyła ten zapach. To oni ostali się spośród jej dręczycieli z Północnej Bramy. Nie wszystkich ich zdążyła zabić. Dwóch jej wtedy zwiało. Teraz byli jeszcze więksi, niż ich zapamiętała i szli z całą grupą, przemierzając ulice Ergastulum.
             Próbowała się powstrzymać. Naprawdę z całej siły. Dostali już nauczkę. Tris nie chciała sprawiać bratu więcej kłopotów, więc obrała inną ścieżkę. Jednak gdy usłyszała kobiecy głos, proszący o pomoc, zawróciła. Tamci zaczepiali młodą kobietę. Szkarłatna kojarzyła ją z kliniki, gdy przychodziła po Celebrer. Miała zaledwie rangę D/4, nie miała szans przeciwko grupie wielkoludów.
            Tris również miała wrażenie, że mogliby ją zdeptać, gdyby chcieli, ale w przeciwieństwie do nich była silna. Nie potrzebowała być duża, ani wysoka. W końcu była Szkarłatna. Nie musiała się obawiać. To jej się obawiano.
             Wyszła im na przeciw, marszcząc groźnie brwi. W pierwszej chwili nawet nie zauważyli, że ktoś się zbliża. Byli wyraźnie wstawieni i rzucali chamskie komentarze, próbując dobrać się do tamtej Zaćmionej.
             Tymczasem Tris szła powoli. Wiedziała, że w końcu ją zauważą. Na widok damskiej sylwetki ich paskudne gęby rozjaśnił uśmiech, ale nie było w nim nic dobrego. Szkarłatna naprawdę się nie śpieszyła. I tak stracili już zainteresowanie tamtą Zaćmioną i zdążyła już uciec. Teraz zmierzali w stronę Tris.
             Wyszczerzyła zęby w ostrzegawczym grymasie, ale wciąż panowała nad swoim instynktem. Żądzy krwi dała upust dopiero, stojąc z nimi twarzą w twarz. Pobledli, a dla niej to było niczym zachęta. Wyciągnęła z rękawów sztylety, mówiąc:
             – No hej.
             – A ty kto? – jeden z nich zgrywał ważniaka.
             – Tris… Szkarłatna Tris – odparła i zaległa cisza.
             – Nie znam – burknął tamten, ale widziała, że jeden z nich próbuje się wycofać. Pamiętał ją. – I że niby co? Przyszłaś nam obciągnąć?
             – No – zaśmiała się. – Skórę z czaszki. To się nazywa skalp.
             – Na kolana – zgrywał się mężczyzna.
             – Jak sobie życzysz – powiedziała Tris i mężczyzna upadł, krzycząc wniebogłosy.
             – Moja noga!
             – Och, zamknij się. Jesteś odrażający – syknęła Tris i chwilę później stała już sama w kałuży krwi. A Ergastulum znów ucichło. – Nic tu po mnie – westchnęła. – To miasto nie jest dla mnie…

If there‘s still a place in your life – in you heart – for me

            Drzwi się otworzyły i do baru wszedł białowłosy mężczyzna o karminowych tęczówkach. Zmierzył wzrokiem obecną tam garstkę ludzi i podszedł do dziewczyny, siedzącej przy barze z kuflem piwa. Zmarszczył brwi i otaksował ją wzrokiem, po czym zapytał:
             – Co tutaj robisz?
             – Cześć, Al.
             – Co tu robisz? – powtórzył.
             – Napić się piwa nie można?
             – Już mówiłem, że lepiej, żebyś się tu nie pokazywała – stwierdził chłodno. – On cię zabije.
             – Nie mam nic przeciwko. I niech spróbuje, jeśli chce.
             – Wiem, że jesteś silna, ale nie przeginaj. On cię rozszarpie.
             – Al, od kiedy jesteś mu taki posłuszny? – zapytała z powagą Tris.
             – Nie jestem mu posłuszny. Po prostu uważam, że trochę cię szkoda.
             – Ale tylko trochę – zauważyła Szkarłatna. – Nie martw się.
             – Nie martwię.
             – I dobrze. Takie zachowanie do ciebie nie pasuje – oznajmiła, uśmiechając się zadziornie. – Wolałam cię jako obojętnego na świat sukinsyna.
             – Nadal nim jestem. Ale ty to nie świat. Jesteś nikim w tym świecie.
             – Wiem. Właśnie dlatego tu jestem – zaśmiała się Tris. – Ponieważ jestem nikim. Nie nadaję się na lekarkę.
            – Zatęskniłaś za nami? Za adrenaliną… Za grą? – zaciekawił się Al.
            – Chyba tak. Chyba tu jest moje miejsce.
            – Daj spokój. W to nie uwierzę.
            – Mówię poważnie – wyznała Tris.
            – Próbowałaś być lekarką? – zdziwił się Al.
            – Wiesz, że zawsze mnie to interesowało. Mój późniejszy pracodawca namierzył mojego brata, jest lekarzem. Mieszkałam u niego jakiś czas, ale nie potrafię żyć bez walki.
            – I wróciłaś tutaj – podsumował, uśmiechając się kpiąco.
            – Dokładnie.
            – TRIS! – rozległo się w drzwiach i wszyscy w barze ucichli. Tylko sama zainteresowana na zainteresowaną tym faktem nie wyglądała. Wciąż tłumaczyła coś radośnie białowłosemu członkowi dawnych Demonsów. – Tris – zagrzmiał czerwonowłosy, wysoki mężczyzna, stając tuż przed nią i nawet Al odsunął się trochę. Dopiero teraz blondynka przeniosła wzrok na nowo-przybyłego i uśmiechnęła się niewinnie. – Co ty tu, do chuja, robisz? – zapytał, uderzywszy pięścią w stół.
             – Kolejny, który nie widzi, że piję piwo – westchnęła Szkarłatna, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Nie cieszysz się na mój widok? Bel...
             – Jak śmiesz – syknął. – Się tu w ogóle pokazywać?
             – Całkiem normalnie. Nic trudnego – mruknęła Tris i spoważniała dopiero, gdy Bel chwycił ją za kołnierz, ciągnąc ku górze. – Wróciłam. Chcę znów być częścią Demons, ale jeśli tak bardzo szukasz zwady, w porządku – powiedziała i nie czekając na odpowiedź, podciągnęła się na łapie czerwonowłosego i zrobiła salto w powietrzu, wykręcając się z uścisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Współtwórcy