Ogłoszenia

Tagged #Scarlet tak samo jak Tagged #Monsters, które znajduje się w menu, czerpie z uniwersum mangi Gangsta. (Które de facto bardzo polecam) Scarlet opowiada o Tris, jednej z bohaterek Tagged #Monsters i o jej przeszłości.

Daty publikacji rozdziałów:
12 i 27 dzień każdego miesiąca.

piątek, 17 listopada 2017

Cz. 3 Demons #Angel



Can you feel it

Stała przed wielkim lustrem ubrana w białą sukienkę. W połączeniu z długimi blond włosami i błękitnymi oczami wyglądała jakby urwała się z jasełek. Mimowolnie uśmiechnęła się na tą myśl, bo nigdy nie wierzyła w anioły i demony. Jedynymi demonami byli ludzie, Zaćmieni, takie ścierwa jak ona i reszta ekipy.
Stał za nią, dłonie trzymał na jej drobnych ramionach. Otaksował Szkarłatną wzrokiem i pokiwał głową z uznaniem. Wyglądała w tym doskonale, tak jak się spodziewał. Zawsze wiedział, że ma oko do takich rzeczy, ale tym razem przeszedł sam siebie i aż zamruczał z dumy. Nachylił się, więc do jej ucha i wyszeptał z pewną dozą fascynacji:
– Widzisz? Teraz jesteś aniołem. Czystym, nieskalanym aniołem – powtórzył,
by Tris mogła wyobrazić sobie to. – A gdy ruszymy w bój… Wtedy przerodzisz się w
demona.
– Mam iść tak na pole walki? – zapytała beznamiętnie.
Nie był to może wymarzony strój, ale nie zamierzała oponować. W granicach normy było jej całkowicie obojętne w co jest ubrana, o ile nie krępowało ruchów.
– Tak. Właśnie tak ubrana pójdziesz. To będzie dla nich takie małe show.
– Po co?
Domyślała się, a jednak wolała spytać. Ciekawił ją to. Intencje Bela. Jego
logika, jego myśli były dla niej czymś dziwnym. Bardzo interesującym, a wręcz
fascynującym. Wiedziała, że stąpa po niebezpiecznym gruncie. O ile Bel był w ogóle
człowiekiem, o tyle psychopatą już na pewno. Chyba nawet tamta Zaćmiona z
Południowej bramy nie była tak niebezpieczna jak on. Przerażająca z niego istota.
A jednak to igranie z ogniem dawało lepszą adrenalinę niż walka. Poza tym
chciała zobaczyć. Chciała przekonać się na własne oczy, jak on postrzega świat. W
jakim świecie chciałby żyć. Bo może jej się tam spodoba?
– Chcę zobaczyć ich miny, gdy biały materiał zabarwi się na szkarłatno, moja
droga.
– Krwią?
– Tak. Właśnie. To takie poetyckie, nieprawdaż? Z pięknego anioła zmienisz
się w krwawego, choć wciąż pięknego, demona. Pokaż mi jak demoniczna jest twoja
dusza, Tris.
– Prawda – przyznała szczerze rozbawiona. – To do mnie pasuje. Krew i jej
szkarłat. Bo przecież jestem Szkarłatna Tris.
– Tak. Jesteś Szkarłatna – przytaknął, delikatnie przeczesując palcami jej
złociste kosmyki.
Był przy tym niezwykle czuły i uważny, jakby bał się, że przez przypadek zrobi
jej krzywdę. A może nie przez przypadek? W tym troskliwym geście wyczuwała
swego rodzaju groźbę. Nie bała się jednak. Nie miała nic do stracenia, poza
bezwartościowym życiem.
Nie zależało jej już zbytnio na niczym. Nie wiedziała, dlaczego odwróciła się
do niego i wplotła palce w jego włosy, by po chwili złożyć na jego ustach soczysty
pocałunek. Nie miała jednak wątpliwości, że to nie z powodu uczuć. Nie była zdolna,
by kogoś pokochać. Na pewno nie Bela, choć czasem może chciała.
Zaskoczyła go tym, ale bardzo szybko zrewanżował się tym samym. Chwycił
ją mocno w talii i wciąż całując, pociągnął w stronę ściany. Zanim się zorientowała,
jej plecy dotknęły zimnego tynku. Wciągnęła głośno powietrze. Chyba spodobała mu
się ta reakcja, bo oblizał drapieżnie usta i pocałował ją znowu.
Zsunęła ręce na jego szyję, chcąc się na nim uwiesić, gdy nogi zaczynały jej
mięknąć. Nie pozwolił jej na to. Chwycił ją za nadgarstki i przyparł do ściany. Jej
serce biło jak szalone, a słodkie odrętwienie ogarnęło jej ciało. Oboje oddychali
szybko, wpatrzeni sobie w oczy.
Wzdrygnęła się, gdy polizał ją po uchu, lecz gdy zaczął całować ją po szyi, nie
protestowała. Wsunęła kolano pomiędzy jego nogi, drażniąc krocze. Robiła to jak
najbardziej celowo. Prowokowała, zresztą nie pierwszy raz odkąd dołączyła do
Demonsów. Zazwyczaj jednak nie udawało jej się osiągnąć celu.
Ostatnimi czasy coś się zmieniło. Chyba odkąd po raz pierwszy uprawiali
seks, który miał być dla niej karą. Nie był, rzecz jasna, ale zapoczątkował w ich
relacjach coś nowego i zarazem bardzo niebezpiecznego. Jednocześnie coś, czego
prawdopodobnie oboje potrzebowali. Bliskość.
Próbowała oswobodzić ręce, żeby móc go dotknąć, ale przyparł ją z
powrotem. Tym razem jednak złapał obie ręce w jedną dłoń, a drugą położył na jej
biodrze. Stamtąd prześlizgnęła się na pośladek Szkarłatnej, a kościste palce
zacisnęły się tak mocno, że aż jęknęła.
Następnie zaczął z niej mozolnie zdejmować sukienkę. Ostrożnie, żeby jej nie
uszkodzić. Tris lub sukienki, ale nie była do końca pewna, co było dla niego
ważniejsze.

Make it real

            Bel nie był romantyczny. Zaraz gdy skończyli, podniósł się z łóżka i zaczął ubierać. Nie silił się na to, żeby chociaż sprawiać pozory. Bo przecież nie był typem, który będzie z dziewczyną leżeć w łóżku i się przytulać. Ale Szkarłatnej to nie przeszkadzała. Doskonale znała już zasady tej gry. Niczego nie oczekiwała i niczego też nie obiecywała.
            Pościel pachniała nim, więc przez chwilę jeszcze leżała na łóżku. Pomimo tego, że sam Bel już dawno poszedł. Nie wyganiał jej jednak. Zaśmiała się cicho. A więc Al miał rację, gdy po raz pierwszy się spotkali. Być może Bel faktycznie miał co do niej plany od samego początku.

Heyo (heyo)

            Wiedzieli gdzie I kiedy będą przejerzdżać Destroyersi. Czekali. Skryci na dachach budynków obstawili wszystko tak, by załatwić ich jak najszybciej. Nawet Bel musiał się liczyć z potęgą Destroyersów.
            Szkarłatna wzdrygnęła się, czując na sobie czyjś wzrok. Zapewne Kaimona. Ale nic dziwnego, skoro świeciła tyłkiem wystającym spod kusej, białej sukienki. Miała to gdzieś. Nie mógł jej tknąć. Nawet on nie miał odwagi postawić się Belowi. Za to ona mogła bezkarnie uciąć mu łapkę lub dwie.
            Jako pierwsza dostrzegła auto i zeskoczyła na drogę, zmuszając Destroyersów, do hamowania. Próbowali ją wyminąć, ale na darmo. Ta ryzykowna próba skończyła się zderzeniem ze ścianą budynku.
            - No hej – zagadnęła Tris, wskakując na maskę samochodu. – Maverik… Gdzie? – wycharczała.
            Tylko Maverik ją interesowała. To był ostatni rachunek do wyrównania. Zabiła już wszystkich, którzy zniszczyli jej życie, zabili jej matkę. Została tylko ta blond żmija, która odebrała jej Vincenta.

Here comes the danger up in this club
            - Ty… - usłyszała i spojrzała na białowłosego gościa z tribalem na ramieniu. – Kim ty, kurwa, jesteś?
            - Gdzie moje maniery? – Przytknęła dłoń do ust, udając zawstydzoną. – Szkarłatna Tris, do usług.
            - Szkarłatna? – powtórzył. – Nic mi to ni mówi…
            - To o niej opowiadała Mav. Była w stanie walczyć z nią na równi, zresztą tak samo jak z Hecate.
            - Hecate – zawarczała Tris.
            Czuła się trochę zignorowana. Destroyesi najwyraźniej nie dostrzegali w niej niebezpieczeństwa, bo w ogóle nie zaczęli się zbroić. Wtedy coś łupnęło tuż obok niej, robiąc ogromne wgniecenie w masce samochodu. To był Kaimon, któremu musiało znudzić się czekanie.
            Beceremonialnie zamachnął się, a że uzbrojony był w kastety, rypnął najbliżej siedzącej osobie z całej siły.
            - Ok., można i tak – skwitowała Tris, odskakując, by nie oberwać rykoszetem.
            Wtedy rozpoczęła się walka. Ni z tego, ni z owego auto wybuchło. Jednak Szkarłatna sprytnie schowała się za plecami Kaimona, żeby uniknąć oparzenia.
            - Wysadzili własne auto, gnoje – burknął Kaimon, dla którego takie ciepełko było niczym solarium. – Energi!
            Szatyn pojawił się jak na zawołanie. Atakował raczej z odległości, używając pistoletów. Był jednak szybki i zwinny, a do tego dobrze wyszkolony. Gdy Jasnowłosy pedał próbował zmiażdżyć mu czaszkę, bez problemu zrobił unik.
            - Dokąd to? – zarechotał Kaimon, szczerząc kły. Sam używał kastetów, więc zależało mu, by zmierzyć się z gościem w  baletkach, który używał pałek. – Chodź.
            Asmo walczył z gościem, którego wołali „Emilio”. To nie był pierwszy raz jak Tris widziała zdolności Asma, ale zawsze była równie zaskoczona. Nie umiała określić jaką sztukę walki opanował. Był jednak naprawdę niezły. Unikał strzałów przeciwnika i atakował gołą dłonią. Mimo to sprawiając wrażenie, że dzierży śmiertelne ostrza.
            Bel obserwował wszystko z dachu, szczerząc się psychopatycznie, jak to miał w zwyczaju. Jak na króla piekieł przystało, oglądał przedstawienie, które serwowały mu jego demony.


When we get started man we ain’t gonna stop

            Tymczasem Tris upodobała sobie Berettę. Nie podobała jej się stylówa czarnowłosej. Kusa kiecka – choć w tej kwestii nie mogła nic powiedzieć – i bicz jako broń. Szkarłatna wywróciła oczami i prychnęła, wyrażając swoją pogardę dla członkini Destroyersów.
            - Wiele o tobie słyszałam – powiedziała tamta. – Jesteś najsilniejszą zaćmioną z Północnej Bramy. – To niesamowite.
            - Heh…
            - Super będzie cię zabić i dołączyć twój nieśmiertelnik do kolekcji.
            - Spróbuj – skwitowała Tris.
            Poprawiła uścisk na rękojeściach sztyletów i jako pierwsza rzuciła się na przeciwniczkę. Zapomniała, jak niebezpieczny potrafi być ten bicz. Ale szybko miała okazję się przekonać. Zakończony sztyletami bicz oplótł się wokół jej kostki, orając skórę. Szkarłatna syknęła z bólu.
            - Mam jakieś pieprzone de ja vu – wymamrotała pod nosem i rzuciła się na Berettę nie bacząc na konsekwencje. – Mam cię, suko.
            Tym ją zaskoczyła, bo mało kto rzucał się na Berettę gotowy pozbawić się nogi. Plotki o Szkarłatnej były więc jak najbardziej prawdziwe. A mówiono o niej różne rzeczy. Zwłaszcza o jej stylu walki i rządzy krwi.
            Biała sukienka faktycznie po chwili zyskała pierwsze plamy krwi, choć swojej właścicielki. Nie taki plan miał Bel. Nie mógł jednak narzekać, bo choć Tris omal nie straciła nogi, zdołała dosięgnąć Berettę i zadać jej dość poważny cios poniżej żeber.
            Zaraz po tym upadła, przyklękając na zranionej nodze. Zdawało jej się, że widzi kość wystającą spod poszarpanej skóry.
            - Będzie się długo goić – westchnęła smutno. – I pewnie zostanie blizna.
            Na ten komentarz Beretta parsknęła śmiechem.
            - Naprawdę sądzisz, że wyjdziesz z tego na tyle cało, by martwić się o bliznę?

We gonna turn it up till it gets too hot

            Buchnęły płomienie.
            - Kuźwa, ile wy macie tych aut? – jęknęła Tris, sprawdzając czy nie fajczy jej się kiecka. – Ach… To nie był wybuch. To ty… - dodała, spoglądając na blond dzieciaka z wyrzutnią ognia.
            - To nasz najnowszy nabytek – zatryumfowała Beretta. – Jak ci się podoba nasz młody żołnierz?
            - Przykre… - stwierdziła Tris, patrząc na chłopaka, który był od niej dobrych kilka lat młodszy. – Dzieci nie powinny igrać z ogniem.
            Nie uzyskała odpowiedzi. Zamiast tego musiała uskoczyć przed kolejną falą płomieni. W efekcie wpadła na Kaimona, który też nie miał łatwo w starciu ze Strikerem.
            - Pieprzony Bel. Mógłby nam pomóc.
            - Co? Już się zmęczyłeś? – zapytała Tris, chcąc go sprowokować.
            Rozumiała jednak gniew Kaimona. Mieli nie lada orzech do zgryzienia. Przeciwnicy okazali się dużo silniejsi, niż można było się spodziewać. I choć ich planem było wygrać, zdawało się, że na Bela nie mogą liczyć.
            - Może się boi.
            - Bel?
            - Pewnie nie dałby rady.
            - Widziałeś, co potrafi – zauważyła Tris. – Jego walka z Devito była…
            Znów musieli uniknąć ataków i przez chwilę zmuszeni byli przerwać swoją rozmowę.
            - Zamień się – mruknęła Szkarłatna. – Zmiażdżysz dzieciaka, a ja zajmę się gościem w baletkach.
            - Chyba śnisz.
            - Chyba chcesz skończyć tą bitwę dzisiaj?
            - Wal się – warknął Kaimon, ale w chwilę później pojawił się za dzieciakiem. – Akuku.
            Jednym ciosem wbił o w ścianę.
            - Brawo – zapiszczała Tris, skacząc jak rasowa fanka. – Ups – mruknęła, robiąc unik, przed ciosem Strikera. – Fajne bohomazy. Gdzie takie robią?
            - Nawet gdybym ci powiedział, nigdy tam nie pójdziesz – zarechotał Striker i zablokował atak. – Myślisz, że możecie nas pokonać?

środa, 1 listopada 2017

Cz. 3 Demons #Solider



It's not a question about trust

            Pojawił się przed nią niespodziewanie, chociaż też niezupełnie znienacka. Nie zaatakował. Zwyczajnie podszedł, wchodząc w jej pole widzenia. Nie była wtedy nawet na żadnej misji. Kręciła się z Belem nieopodal siedziby i nigdy nie spodziewałaby się, że go tam ujrzy, że kiedykolwiek jeszcze go ujrzy.
            Na moment zamarła, a serce zabiło szybciej. Rozejrzała się nerwowo, szukając u Bela pomocy, ale on przepadł jak kamień w wodę. Próbowała odzyskać rezon, nie mogła okazać słabości, ale… Sny o Północnej bramie dręczyły ją do dziś.
            Pozbyła się ludzi, którzy ją tam zabrali. Dopadła każdego, kto ją wtedy poniżał. Zabiła każdego śmiecia. Zemściła się za to, jaki sprowadzili na nią los. Nigdy jednak nie odnalazła jego. I w zasadzie nie szukała specjalnie okazji, by go zabić. Nie chciała więcej oglądać tej paskudnej gęby.
            – Zdziwiona? – zapytał z satysfakcją. – Wiem, że mnie pamiętasz.
            – Może odrobinę zaskoczona twoją odwagą – prychnęła, gdy podszedł jeszcze bliżej.
            – Słyszałaś plotki, że nadchodzę, ale nie chciałaś uwierzyć. Duży błąd.
            – Próbujesz mnie przestraszyć? Skąd pomysł, że się ciebie boję? – zakpiła Szkarłatna. – Jesteś naprawdę głupi, wchodząc na terytorium Demonsów.
            Kiedyś wszyscy się go bali. Mówiło się, że jest człowiekiem, a jednak mało kto odważył się mu postawić. Nieliczni śmiałkowie skończyli marnie. Szkarłatna widziała go osobiście tylko raz, ale otaczała go wyjątkowo przerażająca i przytłaczająca aura. Nawet jako Zmrok wolała z nim nie zadzierać, bo potrafiła wyczuć, jak ogromna jest różnica w ich sile.
            – Kto to? – zaciekawił się Bel widząc, że blondynka z kimś rozmawia. Stanął za nią, kładąc ręce na jej ramionach i pochyliwszy się, spytał: – Przyjaciel?
            – Duch z przeszłości – odparła, ale już dużo spokojniej. – Ale na pewno nie przyjaciel.
            – Tylko duch? – zapytał Devito, szczerząc groźnie zęby. – A nie demon?
            – Duch – powtórzyła Tris i dodała: – Bo demonem jestem ja. Tak nas tutaj zwą, ale najwyraźniej mocno nas zlekceważyłeś, skoro nie posiadasz tak podstawowych informacji. Wtargnąłeś na terytorium Demonów i słono za to zapłacisz.
            – Moja Tris – mruknął z dumą Bel. – Ale jeśli chcesz, pomogę ci go załatwić. W końcu wtargnął na MOJE terytorium. Nie mogę tego tak zostawić.
            – Ty tu rządzisz – odpowiedziała beznamiętnie, ale w rzeczywistości cieszyła się, że nie została z tym sama. – Jesteś naszym królem.
            Być może przywódca Demonsów był psychopatą lub szaleńcem. Być może potworem w ludzkiej skórze. Rzeczy, których czasem się dopuszczał przechodziły jej najśmielsze wyobrażenia. Nie można mu było jednak zarzucić, że nie trzyma strony swoich ludzi. Swoich demonów.
            Był przy niej, gdy tego potrzebowała. Być może dlatego nie bała się go. Czuwał przy niej, gdy miała koszmary. Może sam je miewał. Nigdy nie odważyła się spytać. Mogła się jedynie domyślać, bo nie raz już zastała go siedzącego po ciemku w kuchni nad lampką wina.
            Ona wstawała w tym samym celu. Gdy nie mogła spać, szukała ukojenia w wysokoprocentowych trunkach. Potrafiły nieco przyćmić ten chujowy świat. Znieczulić ją na horror, który rozgrywał się w jej głowie każdej nocy.
            Podejrzewała, że to Celebrer, lek, który zażywała. Moc Zmroka miała swoją cenę. Jedni tracili słuch, mieli jakieś upośledzenia, a ona… Ona miała koszmary. Nie mogła jednak odstawić Celebrera. Dawał jej siłę, ale nie tylko. Jego odstawienie mogło ją kosztować nawet życie. Po jakimś czasie zaczynały się krwotoki z nosa, plucie krwią, zawroty głowy. Osłabiony organizm w końcu przestawał funkcjonować.
            Nie chciała tego. Musiała być silna. Chciała taka być, by sprostać oczekiwaniom Bela i z dumą reprezentować Demonsów. Nie mogła sobie pozwolić na osłabienie, gdy podczas zadań wymagano od niej szczytowej formy.
            – Czego tu szukasz? – zapytała wreszcie Tris. – Wątpię, że wpadłeś na herbatkę.
            – Masz rację – zaśmiał się, ale nie był to wesoły śmiech. Nie był nawet szczery. – Zbieram armię.
            – Armię? Chyba trupów.
            Popatrzyła na niego z wysoko uniesionymi brwiami.
            – Zamierzam odbudować Północną Bramę – oznajmił Devito. – Powstaniemy na nowo.
            – I myślisz, że za tobą pójdę? Że ktokolwiek za tobą pójdzie?
            – Przyjdziecie, skomląc jak psy – stwierdził, szczerząc zęby. – Nie macie odwagi, postawić się swojemu panu.
            – Chcesz nas zastraszyć? Sam jeden przeciwko całej armii Zaćmionych?
            – Wątpisz?
            Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że Bel się uśmiecha. Był to, co prawda, jeden z jej ulubionych uśmiechów, jakie zdarzało mu się prezentować. Zarazem też jednak najbardziej niebezpieczny. Zwiastował kłopoty. Nie dla niej rzecz jasna.
            Wyrażał swego rodzaju chorą fascynację jakimś osobnikiem. I raczej nie zwiastowało to, że z chęcią wysłucha opowieści takiej persony. Oznaczało to raczej tyle, że z przyjemnością przetestuje jego siłę. A może raczej wytrzymałość, bo Szkarłatna szczerze wątpiła, by Devito miał jakieś szansę przeciw szefowi Demonsów.
            Zdziwiła się, gdy podszedł do sprawy dość spokojnie.
            – Tris, idź po resztę.
            Było to dość zaskakujące. W pierwszej chwili przyszło jej do głowy, że się pomyliła w ocenie sytuacji. Wystarczyło jej tylko jedno spojrzenie na króla demonów. Diabelski uśmiech zdawał się być jeszcze szerzy, niż zwykle. A błysk w oku wyrażał dzikie podekscytowanie. Po plecach przeszły jej dreszcze.
            Nie wiedziała czy Bell zwyczajnie zapragnął widowni, gdy będzie rozszarpywał Devita na strzępy, czy uznał jego siłę i dlatego zamierza mu zaprezentować organizację w pełnym składzie. Lub coś jeszcze innego.
            Nie sprzeciwiła się jednak. To mogłoby się źle skończyć. Zresztą od początku zadeklarowała swoją wierność i oddanie, więc za późno było na jakiekolwiek protesty. A może zwyczajnie zżerała ją ciekawość? W przypadku Bella nigdy nie wiedziała, co dokładnie nią kieruje. Zdawała sobie sprawę z tego, że należy do osób, od których lepiej trzymać się z daleka. A jednak…

But will you stand with us

            – Chłopaki?! – zawołała w głąb siedziby. – Bel wzywa, to pilne!
            – Zaraz! – usłyszała w odpowiedzi.
            – Zaraz to taka bakteria – prychnęła pod nosem. – Dupa w troki i jazda. Może być ciekawie.
            – Ale że o szo chodzi? – zapytał Asmo, który jako pierwszy wyszedł na klatkę schodową. – Pali się czy szo?
            – Krew się poleje – oznajmiła Szkarłatna, gestykulując zamaszyście. – Bo wątpię, że Bel pozwoli werbować ludzi na swoim terenie. Kazał was zawołać.
            – Uuuu! Szefu musiał się wściec – stwierdził radośnie Asmo i aż klasnął w dłonie. – Kaimon! Energy! Kod czerwony!
            – Kod czerwony? – zdziwiła się Tris. – Nie wiedziałam, że mamy jakiś system kodów.
            – Bo nie mamy – wyjaśnił Al, również wychylając się z kwatery. – Przynajmniej oficjalnie. To funkcjonuje tylko między nami i Bell o tym nie wie. Kolory określają jego nastrój. Zielony oznacza, że ma dobry humor i można wyluzować. Niebieski, że trzeba go po prostu zostawić samego. Pomarańczowy oznacza poirytowanie i trzeba uważać. A czerwony…
            – Że się wściekł? – zapytała Tris.
            – Wściekł? – zakpił Al. – Czerwony oznacza rzeź.
            – Jest coś po czerwonym?
            – Dalej jest już tylko kod czarny i oznacza: ratuj się, kto może – dodał z grobową miną Asmo. – Czarny oznacza koniec. Kaput. Game over. Niezależnie od tego, czy jesteś w Demonsach, czy nie.
            – Jaki game over? – zaciekawił się Energy, wepchnąwszy się w przejściu przed Kaimona. – To co się dzieję?
            – Kod czerwony – zaśmiał się gardłowo Kaimon, stając za Szkarłatną. – Będzie wykurwiście.
            – Kaimon – zwróciła się do niego Tris. – Przestań mi dyszeć na kark zboczeńcu, bo ci jebnę w bebechy.
            – Nie chciałbym wam psuć zabawy – wtrącił się Asmo. – Ale lepiej się pośpieszmy. Szefu nie lubi czekać.
            Lecz gdy przyszli, było już praktycznie po wszystkim. Co prawda Devito wciąż stał na nogach. Jednak sądząc po odniesionych przez niego ranach, jego chwile były już policzone. A więc Belowi zależało jedynie na widowni.
            Odwrócił się na moment plecami do przeciwnika, by spojrzeć na swoje Demony. W szczególności na Tris. Uśmiechał się. Do niej. Wiedziała to. I też się uśmiechnęła. Pokazał jej, co się dzieje, gdy ktoś zadziera z jego Demonami.

sobota, 16 września 2017

Cz 3. Demons #Bitch



Let's get this thing shaking like a disco ball
           
            Siedziała w kuchni nad kubkiem herbaty, gdy przyszedł Kaimon, a zanim przyplątał się Energy. Zaskakująco często można było zobaczyć ich razem. Szkarłatna wolała jednak nie wnikać w ich relacje, zresztą niespecjalnie ją to interesowało.
             – Lalunia Bela – prychnął Kaimon, wchodząc do kuchni.
            Nie dała się sprowokować.
             – Jak się masz, Tris? – zapytał Energy, buszując po szafkach. – Ludzie, ale jestem głodny.
            Po plecach Tris przeszły dreszcze, gdy łapa Kaimona prześlizgnęła się po jej ciele, sięgając tyłka. Wiedziała, że chciał ją sprowokować. Czekał na to, odkąd pojawiła się w Demonsach, ale większość czasu spędzała w towarzystwie Bela. Nie wiedziała tylko, ile powinna czekać. Wątpiła, żeby miał się poddać przez brak jej reakcji. Raczej próbowałby do skutku. Posuwał się coraz dalej i dalej.
            W końcu uznała, że jednak lepiej działać. Najchętniej ucięłaby mu tą denerwującą kończynę, ale Bel nie byłby zadowolony. Zerwała się z krzesła i jak małpka przeskoczyła nad blatem stołu, ciągnąc Kaimona za sobą, aż nadział się na kant. Uznała to za lepszą opcję, niż wykręcanie mu ręki. Prawdopodobnie miał więcej siły fizycznej, niż ona. Potrafiła ocenić różnicę.
             – Ty suko – warknął i chciał złapać ją za włosy. Zdążyła jednak wskoczyć na blat i pociągnąć mu z kolana w bok. Kaimon aż stęknął. – Już po tobie – zagroził, gdy puściła się biegiem do salonu.
            Lepiej się czuła na większej przestrzeni, gdzie mogła skakać do woli. Kuchnia była zaś pełna niebezpiecznych narzędzi, których mógł użyć Kaimon. Nie była dobrym polem bitwy.
            Dopadł do kanapy, za którą stała. Nie zdążył jednak zobaczyć, że połknęła Celebrer. Nie zamierzała go lekceważyć. On natomiast chyba nie brał jej zbyt poważnie. Nie znali jej rangi. Sama nie była pewna w tej kwestii. Jedyne, co wiedziała to, że nie da się tak łatwo pokonać.
            Zamachnął się, ale zrobiła unik. Nie sądziła, że przyszpili ją kanapą do ściany. Zanim się wydostała, chwycił ją za szyję. Jeszcze jej nie dusił, ale trzymał w żelaznym uścisku. To nic, nadal mogła obrócić to na swoją korzyść. Był w zasięgu jej sztyletów.

This is your last warning, a courtesy call

            Na to wszedł Bel. Ogarnął wzrokiem salon, a wszyscy wstrzymali oddech. Nikt nie śmiał się poruszyć. Nawet Energy, który próbował załagodzić spor.
             – Kaimon – powiedział Bel, łapiąc go za przed ramię. – Co. Ty. Robisz? Bo chyba nie walczysz z TRIS?
             – To takie wygłupy – odparła Szkarłatna. – Sparing jest zawsze dobry.
             – Ciebie nie pytałem – syknął, mrużąc oczy.
           
I am not afraid

            Wyszła z szybu wentylacyjnego i właściwie była już w domu. To dziwne miejsce było jej domem. I zaczynała się tak właśnie czuć. Wróciła tam, gdzie teraz przynależy. Choć z drugiej strony, lubiła też stamtąd wchodzić. Misje zawsze były ciekawą odmianą.
            Tym razem też wykonywała zadanie dla Bella. Chociaż niezupełnie. Z robotą uporała się jeszcze tego samego dnia. Nie była trudna. Jednak przy okazji natrafiła też na informacje o Destroyersach. Węszyła za nimi, szukając zemsty za Vincenta.
            Nie zamierzała tak łatwo odpuścić. Skorzystała i z tej okazji, ale ostatecznie wyszło fiasko. Dorwie Maverik za wszelką cenę. Podobno to ona dopadła Vina. Blond sucz z Destroyersów słono zapłaci za to, co zrobiła.
            Ale teraz miała inny problem. Wiedziała, że Bel czeka na jej powrót, a mimo to umyślnie ruszyła tropem Maverik. Skupiła się na własnych celach, zamiast zgodnie z rozkazem powrócić z wyprawy. Wiedziała, że jej się oberwie. Bel nie znosił, jak ktoś mu się przeciwstawiał. Niesubordynacja musiała źle się skończyć.
            Al i Asmo też ją ostrzegali, ale nic sobie z tego nie robiła. Teraz czekały ją konsekwencje. Była na nie całkowicie gotowa, choć nie wiedziała, czego spodziewać się po ich przywódcy. Czerwony Diabeł był nieobliczalny.
            Siedział w zacienionym salonie. Czekał na nią. I chyba był wkurzony. A ona stanęła na środku pomieszczenia, wpatrując się w zarys jego sylwetki. Nie mogła odgadnąć jego miny, gdy tak siedział. Nie zamierzała się też korzyć.
             – Wróciłam – oznajmiła spokojnie.
             – Widzę – padło w odpowiedzi.

Of the storm that comes my way

             – Spóźniłaś się – zauważył.
             – Z tego, co mi wiadomo, nie było ograniczenia czasowego – odpowiedziała beznamiętnie.
             – To nie była trudna misja, powinnaś była wrócić dwa dni temu.
             – Widocznie jednak była trudniejsza, niż myślałeś.
             – Nie kłam – syknął. – Zajmowałaś się czymś innym. – Zmrużył oczy – Zemsta? Wiedziałem – zaśmiał się, widząc jej minę. – A więc zemsta.
             – Może…
             – Powinienem się zezłościć, bo olewasz obowiązki na rzecz spraw niepowiązanych z Demonsami – stwierdził z powagą. – Ale tym razem przymknę na to oko. Zemsta to poniekąd szczytny cel.
             – Och?
             – Myślałem, że jesteś tylko małym demonem. Ale jesteś czymś o wiele więcej. Jesteś demonem zemsty i zniszczenia. A może aniołem zemsty? – zamyślił się poetycko. – Jesteś taka drobna, niepozorna, jak aniołek. A jednak siejesz strach i zniszczenie – ciągnął dalej. – Jesteś naszym aniołem zemsty.
             – Schlebiasz mi.
             – I momentami, gdy widzę, jaka jesteś delikatna i krucha mam ochotę cię zmiażdżyć – wyszeptał, zbliżając się do Tris, aż przyparł ją do ściany. – Mam ochotę cię zniszczyć. Sprawdzić ile wytrzymasz… – Jego oddech łaskotał ją po szyi, ale i tym razem nie wyglądała na zalęknioną. – Ale zemsta… Zemsta mi odpowiada. Mścij się dowoli, mój upadły aniele. Z przyjemnością ci pomogę. Powiedz tylko, kogo ścigamy.
             – Destroyersi – wyszeptała Tris. – Dopadnę ich za wszelką cenę.

When it hits it shakes me to the core

            Obyło się bez kary, bez pouczenia. Pozwolił jej iść. A że była głodna, skierowała swe kroki do kuchni. Tam ku jej zaskoczeniu siedziało trzech członków Demonsów. Najwidoczniej nasłuchiwali krzyków.
            Najbliżej drzwi siedział Asmo. Spojrzał z przerażeniem na Tris, a ona tylko wzruszyła ramionami. Al i Energy siedzieli dalej, pijąc kawę.
             – I szo? Jak poszło? – zapytał.
             – Dobrze – odparła niepewnie Szkarłatna. – Jak miało być?
             – Noooo…. Spóźniłaś się przecież – wyszeptał konspiracyjnie Asmo. – Tak po prostu ci odpuścił?
             – Bel rozumie, że miałam swoje powody.
             – Ty naprawdę jesteś specjalnym przypadkiem – roześmiał się Al, patrząc na nią wymownie.
             – Nie jestem żadnym specjalnym przypadkiem – westchnęła Tris. – Nie rozumiecie… Tu nie ma nic więcej. My się, jakby to, po prostu rozumiemy. Bel rozumie.
             – No, czyli jesteś specjalnym przypadkiem – podsumował Al. – Tylko ty potrafisz zrozumieć Bela. Inni się go boją. A ty? Boisz się go?
             – Nie.
             – A szo to teraz? – zawył z rozpaczą Asmo, łapiąc się za głowę. – Więc Tris jednak….
             – No przecież ci mówię, że nie!
             – A szemu krzyczysz? – jęknął, robiąc smutną minę.
             – No właśnie, szemu krzyczysz na biednego Asmo – roześmiał się Energy. – Szo ci uczynił?
             – Ej! Szo się ze mnie nabijasz? – oburzył się chłopak.
             – A szo? Nie wolno? – do zabawy dołączył nawet Al.
             – A co tu się, kurwa, odpierdala? – zawarczał Kaimon, wchodząc do kuchni. – Energy, nie masz dość siedzenia z tą małą szmatą?
             – Hej, Kaimon, miło widzieć cię w ten piękny dzień – prychnęła Tris. – Chyba jesteś w formie, bo twoja morda jest odrażająca jak zwykle.
             – Jak cię zaraz – zagroził, marszcząc gniewnie brwi.
             – Przyznaj, Kai, sam zacząłeś – roześmiał się Energy.
            Szkarłatna w ostatniej chwili zrobiła unik przed ogromną łapą Kaimona i wskoczyła na blat stołu.
             – Szkoda, że nie masz sukienki – skwitował Asmo.
             – Kaimon, jesteś tego pewien? – zapytała, patrząc na niego z góry. – Bel nie lubi, jak robi się tu demolkę. Przynajmniej dopóki sam jej nie robi.
            Kaimon prychnął, ale argument najwyraźniej zadziałał.

And makes me stronger than before

            Nie spodziewał się, że Tris blefuje. Ogłuszyła go kopniakiem w tył głowy i runął jak długi. Zeskoczyła ze stołu i łapiąc go za szmaty, przytknęła nóż do gardła. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami. Zadarła z największym nerwusem z Demonsów. Nawet z Belem łatwiej było się dogadać. Zaś Kaimon zwyczajnie jej nie lubił. Teraz było już po niej.
            Pozostała trójka patrzyła na to z przerażeniem. Żaden z nich nie sądził, że Tris odważy się to zrobić. Asmo aż się zapowietrzył. Nigdy tego nie powiedział, ale było widać, że troszeczkę obawia się Kaimona. Choć rzecz jasna Bel zawsze był straszniejszy.
            Ona zaś uważała, że Kaimon jest problemem. Z Belem nie trudno było jej się dogadać. To Kai zawsze robił zadymę i wyraźnie nie potrafił jej zdzierżyć. Skoro nie mogła się z nim dogadać, zamierzała sobie wypracować pewne kompromisy sama. Widocznie musiała wywalczyć sobie prawo do bycia członkiem Demonsów. Każda wersja była równie dobra. Lubiła walczyć.
             – Zabije cię – wysyczał Kaimon, ale nie rzucał się, czując zimny metal na swojej szyi. – Zabiję cie.
             – Co ty masz za problem, co? – zapytała beznamiętnie Szkarłatna. – Co ci tak przeszkadza moja obecność? A może zazdrościsz tego, że ja dogaduje się z Belem? A może jesteś szowinistyczną świnią? Zwykłym gnojem i popaprańcem? Nie wiem, oświeć mnie, bo nie rozumiem.
             – Szmato zabieraj ten swój scyzoryk i wypierdalaj stąd! – ryknął.
             – Odpowiedz mi – rozkazała, przyciskając sztylet mocniej, ale tak, by nie zrobić mu krzywdy. – Przecież wiesz, że Bel nie przyjął mnie tu dlatego, że jestem ładna. Wiedział, że przez lata byłam dobrze znana w Północnej Bramie. Naprawdę myślisz, że możesz bezkarnie mnie zaatakować?
             – Oszukańcza szmata.
             – W miłości i na wojnie wszystko wolno – zaśmiała się radośnie. – Jeśli prowadzisz ze mną wojnę, nie spodziewaj się fair play. Jestem Zmrokiem. Ludzką bronią. Żyję po to, by wygrać, a nie grać fair. Albo to zaakceptujesz albo dowiesz się, skąd wziął się przydomek Szkarłatna – zagroziła i dodała: – Aha, no nie dowiesz się. Będziesz martwy, ale Al i Asmo doskonale będą mogli zrozumieć.
             – Kai, daj już spokój, co? – powiedział Energy, próbując załagodzić sytuację. – Ty też, Tris…
             – Dlaczego jej, kurwa, bronisz?!
             – Bo nie wydaje mi się, żebyś był w pozycji do wykłócania się – padło w odpowiedzi. – Tris wygrała.
             – Energy ty chuju! Pomógłbyś mi.
             – Nie, bo ja tam Tris lubię.
             – Dzięki – mruknęła.
             – Kaimon, poddaj się – powiedział Al. – Ona jest jedną z nas.

Współtwórcy