Ogłoszenia

Tagged #Scarlet tak samo jak Tagged #Monsters, które znajduje się w menu, czerpie z uniwersum mangi Gangsta. (Które de facto bardzo polecam) Scarlet opowiada o Tris, jednej z bohaterek Tagged #Monsters i o jej przeszłości.

Daty publikacji rozdziałów:
16 dzień miesiąca

wtorek, 16 stycznia 2018

Cz. 4 Dealers #Family

I wish I was mad Fucked up and done

            To była jej pierwsza misja pod rozkazami Rena. Jednak ku jej zdziwieniu wcale nie szła sama. Tutaj praktycznie wszystkie akcje prowadzili razem. Oczywiście każdy miał jakieś swoje zadania podczas takiego wypadu, ale specjalnie się nie rozdzielali.
            Widziała, jak na nią patrzą. Jak na bestię, ale nie zamierzała wyprowadzać ich z błędu. Miała to gdzieś. Nie zależało jej na tym, by ją lubili. Poszła z nimi po to, żeby zabić czas, czymś się zająć. Nie po to, żeby się z nimi zaprzyjaźniać.
            Jechali jeepem z towarem. Tris ze sporym sceptycyzmem patrzyła na skrzynki pełne strzelb i pistoletów. Nie lubiła broni palnej. Gardziła nią. Każdy debil mógł wtedy walczyć i nie potrzebował specjalnego treningu. No może z wyjątkiem Energy, który spluwy używał dla ściemy, a w rzeczywistości był bardzo dobrze zaznajomiony z walką w ręcz.
            – Co się tak marszczysz? – zapytał Loki, spoglądając na nią kątem oka. – Zostanie ci tak. – Szkarłatna nie odpowiedziała, a jedynie prychnęła cicho. – Przecież rozumiesz, co mówię, nie?
            – Co nie znaczy, że mam ochotę z tobą gadać…
            – Czyli nic ci nie jest.
            – Dlaczego sprzedajecie taki szajs? – powiedziała po chwili milczenia Tris, zmieniwszy zdanie odnośnie konwersacji. Wzrok skierowała w stronę Rena. – Co?
            – Bo to dochodowe – odparł rozbawiony. – Tam gdzie ludzie, tam konflikty, tam gdzie konflikty, tam zawsze można sprzedać broń.
            – Aha…
            Dotarli na miejsce przed wyznaczonym czasem. Ich zadaniem było nie tylko dostarczenie towaru, ale i zabezpieczenie miejsca odbioru.
            – Hex, Loki – zwrócił się do nich Ren. – Sprawdźcie okolice. John zajmij się towarem.
            – A ja? – zapytała Tris. – Co mam robić?
            – Zostaniesz tutaj ze mną.
            – I co? I nic?
            – Przydasz się tutaj. Nie możemy Johna zostawić samego z towarem – wyjaśnił Ren. – Ktoś musi zostać i pilnować. Ja pomogę mu z rozładunkiem, więc miej oczy szeroko otwarte. 
           – Ale przecież ja też mogę pomóc w rozładunku. Może nie wyglądam, ale jestem silna. W końcu jestem...
           – Nie - uciął Ren. - Hex też nigdy nie pozwoliłem tego dźwigać.
            Nudziła się. Gdy Hex i Loki zabezpieczali okolicę, ona siedziała na krawężniku, patrząc jak John i Ren wyładowują skrzynie z auta. Chwyciła leżący nieopodal patyk i rozgarniała nim brud z pobocza, udając, że to najlepsza zabawa w jej nędznym życiu. Byle tylko się czymś zająć.
            Mimo to pozostawała czujna, choć mogło się zdawać, że nic nie zauważyła. Tymczasem ona tylko czekała, aż podejdą bliżej. Kimkolwiek oni byli, z pewnością nie mieli pokojowych zamiarów.
            Chcieli ją załatwić po cichu. Ktoś zasłonił jej usta dłonią. Pozwoliła wciągnąć się w ciasny zaułek, dając im myśleć, że wygrali. Nie zdawali sobie sprawy z tego, z kim zadzierają. Cichutki trzask. Złamany kark. Szybkie cięcie i lejąca się z tętnicy krew. Oba ciała podtrzymała, by bezszelestnie ułożyć je na zimnym chodniku.
            Pojawił się jeszcze jeden. Myślał, że ją dopadnie. Dureń. Wybiła mu bark, a potem kopnęła go w brzuch. Bawiła się. Zamachnęła się i rzuciła sztyletem, trafiając prosto między oczy.
            – Trafiony, zatopiony - mruknęła do siebie, otrzepując z dłoni niewidzialny pył.
            Nawet się nie ubrudziła. Wyszła z zaułka jakby nigdy nic, ale wiedziała, że jest ich więcej. Czuła ich obecność niedaleko. Nie zorientowali się jeszcze, że ich kumple nie żyją i plan spalił na panewce.
            – Tris, gdzie byłaś? – zapytał Ren.
            – Tutaj…
            – Zniknęłaś na chwilę.
            – Poszłam za róg się wysikać – skłamała Szkarłatna, wywracając oczami. – A może miałam to zrobić tu przy was?
            Powiedziawszy to, rzuciła nożem w jego stronę. A jednak nie trafiła Rena. Ostrze rozminęło się z jego głową o milimetry i wbiło w nogę facetowi za nim. Drugi sztylet trafił w krtań, przebijając ją niemal na wylot.
            Było ich jeszcze dwóch, a ona pozbawiła się sztyletów. Oczywiście mogła ukręcić im łby lub odzyskać swoją broń. Ona jednak wybrała inne rozwiązanie. Chwyciła jeden z pistoletów i wycelowała. Musiała wystrzelić cały magazynek, żeby go trafić, a i tak zraniła go tylko w nogę.
            Kolejny chciał zajść ją od tyłu, ale mocny kopniak w kość skroniową go ogłuszył. Chwyciła głowę oprycha i przekręciła. Coś trzasnęło i mężczyzna padł trupem. Pozostało jej tylko dobić tamtego, który kuśtykał, próbując uciec.
            – A ty dokąd? – mruknęła i już miała go dogonić, kiedy ktoś zablokował jej ruchy.
            – A TY dokąd? – zapytał ją Loki, trzymając ją od tyłu pod ramiona tak, że nie sięgała nogami do ziemi i jedynie machała nimi w powietrzu. – Zostaw go. Dostał już nauczkę.

I wish I was bad and completely wrong

            – Właśnie zabiłaś pięciu ludzi. Co masz na swoje usprawiedliwienie? – zapytał Ren, groźnie marszcząc brwi.
            – Ups?
            – Ups? – powtórzył. – Ja ci dam ups! Dobrze wiesz, że nie zabijamy cywili!
            – To oni zaatakowali pierwsi – mruknęła Tris. – To ich wina.
            – Nie stanowili dla nas zagrożenia – zauważył Ren, wciąż patrząc na Szkarłatną spod przymrużonych powiek. – Wystarczyło nabić im guza, ale nie było potrzeby ich zaraz zabijać.
            – Też mi coś – prychnęła blondynka i wywróciła oczami. – To zwykłe śmieci. Świat będzie bez nich lepszy.
            – Nie wiem, jakie zasady panowały w Demonsach, ale już dla nich nie pracujesz.
            Pozostali nie odezwali się ani słowem. Byli posłuszni Renowi. Zresztą zgadzali się z nim. Szkarłatna była nowa, więc mogła mieć inne przyzwyczajenia. Poniekąd tego właśnie się obawiali. Dopóki zabijała nic nieznaczące szumowiny, nie było problemu. Ale co jeśli kiedyś targnie się na życie jednego z nich? Dlatego odradzali mu przyjmowania tej dziewuchy. A w szczególności Loki.
            – Co ci to robi? – warknęła Szkarłatna.
            – To, że nie jesteśmy pierwszą lepszą bandą. Mamy swoje zasady. Ja mam swoje zasady, a ty pracujesz teraz dla mnie – stwierdził chłodno Ren. – Rozumiemy się?
            – Dobra. Czaję. Daj już spokój, co?
            – Jesteś strasznie butna – westchnął po chwili. – Powinnaś okazać chociaż trochę skruchy.
            – No już. Skruszyłam się w chuj. Nie widzisz?
            Po tym komentarzu nie wytrzymał i roześmiał się. Reszta też ledwo się powstrzymywała. Szybko jednak spoważnieli.
            – W takiej sytuacji mówi się „przepraszam, szefie” – oznajmił z powagą Ren i położył dłoń na jej głowie. – Po prostu więcej tego nie rób, jeśli nie ma potrzeby.
            – Przepraszam? Według ciebie wystarczy przepraszam? – oburzył się Loki, który teraz wściekły na przyjaciela podszedł bliżej. – Czy ciebie człowieku pogięło?! Zabiła pięciu ludzi, a ty nam mówisz, że wystarczy „przepraszam”?!
            Taka reakcja zdziwiła wszystkich. Zazwyczaj tylko Hex miała odwagę kłócić się z Renem ze względu na ich bliższe relacje.
            – Loki, uspokój się, proszę – jęknął Ren. – Myślę, że zrozumiała już swój błąd.
            – Chuja, a nie zrozumiała – warknął Loki i zwrócił się do Szkarłatnej: – Masz słuchać Rena. Inaczej skopię ci dupsko!
            – Dawaj – roześmiała się, zakasując rękawy.
            – Zaraz ci pokażę, ty mała…
            – Dosyć! – zagrzmiał Ren i oboje dostali po głowach. – Żadnych kłótni w rodzinie.
            – Rodzinie? – zdziwiła się Tris.
            – No tak. Teraz jesteś jedną z nas. Należysz do rodziny – wyjaśnił Ren, uśmiechając się ciepło.

sobota, 16 grudnia 2017

Cz. 3 Demons #Human


            – Kurwa – zagrzmiał Kaimon, uderzywszy pięścią w stół. – Nie wierzę, że nie daliśmy rady ich zarżnąć.
            – Byli silni – powiedział cicho Asmo, zwieszając głowę. – Zbyt silni.
            – Dlaczego nam nie pomogłeś? – zapytał z wyrzutem Energii. – Nie dość, że wysłałeś gdzieś Ala, to jeszcze nie chciałeś nam pomóc z Destroyersami.
            Tylko Tris się nie odezwała, bacznie obserwując siedzącego w fotelu Bela. Zdawał się mieć głęboko w poważaniu słowa swoich ludzi. Jednak ona wyczuwała, że coś jest nie tak.  Jeszcze kilka dni temu wybierał dla niej białą sukienkę na bitwę. Teraz jednak jego wyraz twarzy pozostawał nieprzenikniony. Można by rzec, że Bel wydawał się smutny.
            – Dlaczego? Nie chciało mi się. Po to mam armię swoich demonów, a mimo to odnieśliście porażkę...
            – Nie chciało ci się, czy nie mogłeś? – warknął Kaimon, podchodząc do Bela i chwycił go za kołnierz. Normalnie straciłby już rękę albo nawet głowę. Ale tym razem nic się nie wydarzyło. – Jesteś słaby – wysapał mu prosto w twarz. – Nie jesteś królem demonów, tylko zwykłą szmatą.
            – Coś się wydarzyło, prawda? – zapytała Tris. Dopiero, gdy Kaimon podniósł Bela do pionu, zauważyła, że lider Demonsów miał dziwnie wykrzywioną rękę i stąpał bardzo ostrożnie. – Al… On wcale nie jest na misji, prawda?
            – Szo ty mówisz, Trisiu? To gdzie jest Al?
            – Nie żyje – powiedział Bel, uśmiechając się półgębkiem. – Chciał odejść. Z Demonsów się nie odchodzi.
            Próbował wyglądać groźnie jak zawsze, ale Tris nie miała wątpliwości, że odniósł poważne obrażenia w walce z Alem. To dlatego nie mógł im pomóc. Ledwo funkcjonował, a i tak starał się zgrywać. Próbował zatuszować swój zły stan, by nie prowokować chociażby Kaimona.
            – Biedny Al – stwierdziła smutno Tris, choć nie była do końca przekonana, co do całej sprawy. – Gdyby tylko ci się nie sprzeciwił.
            – Zginął, tarzając się we własnej krwi – chwalił się Bel, a Szkarłatna szła w jego ślady:
            – Nie wątpię.

This is your last warning and courtesy call

            Przyszła do niego w nocy, by nie wzbudzać podejrzeń. O ich dziwnych relacjach wszyscy już wiedzieli. Zapaliła światło i zobaczyła Bela, siedzącego na podłodze. Opierał się plecami o ścianę, oddychając ciężko.
            – Głupota cię kiedyś zabije – powiedziała, kręcąc głową z dezaprobatą. – Możesz wstać?
            Mógł, ale z trudem. Musiała mu pomóc dojść do łóżka.
              Opatrzę to – oznajmiła spokojnie, a on wyjątkowo nie protestował. – O boże…
Spojrzała na niedbale i nieumiejętnie zrobiony opatrunek na boku Bela i skrzywiła się.    Widziała, jak się spiął, gdy ściągała bandaż. Rana wyglądała paskudnie. Musiała ją oczyścić, choć nie miała pewności, czy nie jest za późno. Wątpiła w to, że Bel zadbał o dezynfekcję. Założyła mu nowy opatrunek i z trudem się powstrzymała, żeby go nie poklepać. Tak z czystej złośliwości.
            – Pokaż mi tą rękę.
            – Skąd wiesz? – zdziwił się Bel, choć wcale nie brzmiał na zdziwionego.
            – No pokaż – powiedziała stanowczo.
            Rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, czym mogła ją usztywnić. Nie miała wątpliwości, że to złamanie. I to dość poważne. Obejrzała ostrożnie przedramię i westchnęła.
            – Kość strzałkowa jest złamana – wyjaśniła. – I to z przemieszczeniem. Będę musiała to jakoś nastawić.
            – Rób co chcesz – warknął Bel.
            Szkałatna wzruszyła ramionami, wzięła głęboki wdech i nastawiła kość. Spodziewała się krzyku, ale Bel nawet się nie poruszył. Posiniał lekko, ale szybko wziął się w garść. Usztywniła mu rękę i owinęła bandażem.
            – To nadal tylko prowizorka, więc musisz uważać. Masz jeszcze jakieś obrażenia? – zapytała, ale pokiwał przecząco głową.
            Sądząc po siniakach na żebrach, podejrzewała, że są złamane. Nie licząc ogólnego poobijania i osłabienia organizmu. Al słynął przecież z także z trucizn. To zaskakujące, że tym razem nie obył się bez łamania kości.
            – On żyje, prawda? – zapytała na odchodne.
            Nie usłyszała odpowiedzi, więc nacisnęła na klamkę.
            – Nie zapominaj, dla kogo pracujesz.
            –  Powinieneś odpuścić na jakiś czas alkohol. Jutro przygotuję ci herbatę ziołową.

There’s a rumble in the floor
So get prepared for war

            Spała zwinięta w kłębek w swoim pokoju dawniej służącym jako składzik na miotły. Usłyszała hałas raz, ale to zignorowała. Już nie raz zdarzało się, że Kaimon robił burdel u siebie po większej popijawie. Jednak hałasy nie ucichły. Zamiast tego robiło się coraz większe zamieszanie.
            Gdy usłyszała pod drzwiami kroki Asmo i ciche pukanie, nie miała wyboru. Otworzyła drzwi, a chłopak z nietęgą miną wślizgnął się do środka. W takich chwilach przypominała sobie, jaki był jeszcze młody. Młodszy od niej. A już tak silny.
            – Co się stało? – zapytała, spoglądając na niego nieco nieprzytomnym wzrokiem. – Źle się czujesz?
            – Kaimon i Bel się kłócą.
            W pierwszej chwili uśmiechnęła się. Sytuacja wyglądała jakby Asmo nakrył ich rodziców na kłótni i przyszedł do starszej siostry. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, jakie to niedorzeczne.
            – Kłócą? – zdziwiła się Tris.
            – Walczą – wyszeptał konspiracyjnie Asmo. – Będą kłopoty.
             – Co masz na myśli? – przeraziła się Tris.
            – Kaimon chyba chce przejąć Demonsów. Uważa, że Bel jest za słaby – wyjaśnił smutno Asmo. – Energy na pewno pójdzie za nim. A teraz, gdy nie ma Ala…
            – To niedobrze.
            – No właśnie, bardzo niedobrze! Poza tym chodzą plotki, że Al żyje i też przyjdzie się upomnieć o swoje.
            – Czyli z jednej strony jest Al, który dorównuje siłą Belowi. A z drugiej już i tak potężny Kaimon wspierany przez Energy…
            – Co robić? – jęknął Asmo. – Nie mam szans z żadnym z nich...
             – Nie wiem.
            Nie powinnaś powiedzieć czegoś w stylu „Bel jest silny, musimy w niego wierzyć?”
            Szkarłatna zagryzła wargę. Nie chciała walczyć. Z żadnym z nich. Nie podobały jej się konflikty wewnętrzne. Demonsi bez Ala to też już nie to samo. A w obecnej sytuacji nawet ona zwątpiła, czy Bel wygra. Był osłabiony. Nawet z pomocą jej i Asmo, walka przeciwko trzem byłym członkom Demonsów, była niemal nie do wygrania.
            – Najlepsza rada jaką mogę ci dać: nie daj się w to wciągnąć. Trzymaj niski profil.

And it shakes up everything around

            Ich siedziba drżała dniami i nocami. Gotowało się w niej, a upał stawał się nie do zniesienia. Szkarłatna nie została jeszcze wciągnięta w żadne walki, ale nie czuła się tam dobrze. Nie mogła spać niezależnie od pory dnia.
            W każdej chwili mogła wybuchnąć kolejna walka. Nie miała ochoty oberwać, pijąc poranną kawę, czy jedząc kolację. Na każdym kroku musiała być czujna. Męczyło ją to.
            Znikała całymi dniami, by trochę odsapnąć i cichaczem dorobić. Pojawiała się w kwaterze coraz rzadziej i rzadziej. Sypiała w motelach. Pewnego dnia usłyszała, że wybuchła poważna walka między Belem a Kaimonem.
            Ludzie pochowali się w swoich domach, modląc się o cud. Pognała tam, ile sił w nogach, ale nie wyszła z ukrycia. Zobaczyła pojedynek na śmierć i życie. Było jej przykro, widząc, że Bel walczy sam przeciwko Kaimonowi. A Energy gotowy był wkroczyć w każdej chwili. Mimo to, nie wtrąciła się. Pozostała w ukryciu.
             Długo nie wiedziała, co zrobić, więc się wycofała. Nie chciała być po żadnej stronie barykady, nawet jeśli nigdy nie dogadywała się z Kaimonem. W efekcie przestała czuć się częścią Demonsów. Fakt, że zostawiła Bela samego na polu walki, przypieczętował tą decyzję.

But survival is a must

            Gdy ktoś mówił o sytuacji Demonsów, nie słuchała. Nie chciała wiedzieć. To jej już nie dotyczyło. Naciągała kaptur na głowę, by nikt jej nie rozpoznał. Przytuliła do siebie torbę z zakupami i przyspieszyła kroku. Chciała jak najszybciej schować się w motelu. Zanim ją znajdą. Wiedziała, że ta ucieczka nie ujdzie jej płazem.
            Musiała zastanowić się nad zmianą miasta. Zdecydować, w jakim uda się kierunku. Tutaj nie było już dla niej przyszłości.



piątek, 17 listopada 2017

Cz. 3 Demons #Angel



Can you feel it

Stała przed wielkim lustrem ubrana w białą sukienkę. W połączeniu z długimi blond włosami i błękitnymi oczami wyglądała jakby urwała się z jasełek. Mimowolnie uśmiechnęła się na tą myśl, bo nigdy nie wierzyła w anioły i demony. Jedynymi demonami byli ludzie, Zaćmieni, takie ścierwa jak ona i reszta ekipy.
Stał za nią, dłonie trzymał na jej drobnych ramionach. Otaksował Szkarłatną wzrokiem i pokiwał głową z uznaniem. Wyglądała w tym doskonale, tak jak się spodziewał. Zawsze wiedział, że ma oko do takich rzeczy, ale tym razem przeszedł sam siebie i aż zamruczał z dumy. Nachylił się, więc do jej ucha i wyszeptał z pewną dozą fascynacji:
– Widzisz? Teraz jesteś aniołem. Czystym, nieskalanym aniołem – powtórzył,
by Tris mogła wyobrazić sobie to. – A gdy ruszymy w bój… Wtedy przerodzisz się w
demona.
– Mam iść tak na pole walki? – zapytała beznamiętnie.
Nie był to może wymarzony strój, ale nie zamierzała oponować. W granicach normy było jej całkowicie obojętne w co jest ubrana, o ile nie krępowało ruchów.
– Tak. Właśnie tak ubrana pójdziesz. To będzie dla nich takie małe show.
– Po co?
Domyślała się, a jednak wolała spytać. Ciekawił ją to. Intencje Bela. Jego
logika, jego myśli były dla niej czymś dziwnym. Bardzo interesującym, a wręcz
fascynującym. Wiedziała, że stąpa po niebezpiecznym gruncie. O ile Bel był w ogóle
człowiekiem, o tyle psychopatą już na pewno. Chyba nawet tamta Zaćmiona z
Południowej bramy nie była tak niebezpieczna jak on. Przerażająca z niego istota.
A jednak to igranie z ogniem dawało lepszą adrenalinę niż walka. Poza tym
chciała zobaczyć. Chciała przekonać się na własne oczy, jak on postrzega świat. W
jakim świecie chciałby żyć. Bo może jej się tam spodoba?
– Chcę zobaczyć ich miny, gdy biały materiał zabarwi się na szkarłatno, moja
droga.
– Krwią?
– Tak. Właśnie. To takie poetyckie, nieprawdaż? Z pięknego anioła zmienisz
się w krwawego, choć wciąż pięknego, demona. Pokaż mi jak demoniczna jest twoja
dusza, Tris.
– Prawda – przyznała szczerze rozbawiona. – To do mnie pasuje. Krew i jej
szkarłat. Bo przecież jestem Szkarłatna Tris.
– Tak. Jesteś Szkarłatna – przytaknął, delikatnie przeczesując palcami jej
złociste kosmyki.
Był przy tym niezwykle czuły i uważny, jakby bał się, że przez przypadek zrobi
jej krzywdę. A może nie przez przypadek? W tym troskliwym geście wyczuwała
swego rodzaju groźbę. Nie bała się jednak. Nie miała nic do stracenia, poza
bezwartościowym życiem.
Nie zależało jej już zbytnio na niczym. Nie wiedziała, dlaczego odwróciła się
do niego i wplotła palce w jego włosy, by po chwili złożyć na jego ustach soczysty
pocałunek. Nie miała jednak wątpliwości, że to nie z powodu uczuć. Nie była zdolna,
by kogoś pokochać. Na pewno nie Bela, choć czasem może chciała.
Zaskoczyła go tym, ale bardzo szybko zrewanżował się tym samym. Chwycił
ją mocno w talii i wciąż całując, pociągnął w stronę ściany. Zanim się zorientowała,
jej plecy dotknęły zimnego tynku. Wciągnęła głośno powietrze. Chyba spodobała mu
się ta reakcja, bo oblizał drapieżnie usta i pocałował ją znowu.
Zsunęła ręce na jego szyję, chcąc się na nim uwiesić, gdy nogi zaczynały jej
mięknąć. Nie pozwolił jej na to. Chwycił ją za nadgarstki i przyparł do ściany. Jej
serce biło jak szalone, a słodkie odrętwienie ogarnęło jej ciało. Oboje oddychali
szybko, wpatrzeni sobie w oczy.
Wzdrygnęła się, gdy polizał ją po uchu, lecz gdy zaczął całować ją po szyi, nie
protestowała. Wsunęła kolano pomiędzy jego nogi, drażniąc krocze. Robiła to jak
najbardziej celowo. Prowokowała, zresztą nie pierwszy raz odkąd dołączyła do
Demonsów. Zazwyczaj jednak nie udawało jej się osiągnąć celu.
Ostatnimi czasy coś się zmieniło. Chyba odkąd po raz pierwszy uprawiali
seks, który miał być dla niej karą. Nie był, rzecz jasna, ale zapoczątkował w ich
relacjach coś nowego i zarazem bardzo niebezpiecznego. Jednocześnie coś, czego
prawdopodobnie oboje potrzebowali. Bliskość.
Próbowała oswobodzić ręce, żeby móc go dotknąć, ale przyparł ją z
powrotem. Tym razem jednak złapał obie ręce w jedną dłoń, a drugą położył na jej
biodrze. Stamtąd prześlizgnęła się na pośladek Szkarłatnej, a kościste palce
zacisnęły się tak mocno, że aż jęknęła.
Następnie zaczął z niej mozolnie zdejmować sukienkę. Ostrożnie, żeby jej nie
uszkodzić. Tris lub sukienki, ale nie była do końca pewna, co było dla niego
ważniejsze.

Make it real

            Bel nie był romantyczny. Zaraz gdy skończyli, podniósł się z łóżka i zaczął ubierać. Nie silił się na to, żeby chociaż sprawiać pozory. Bo przecież nie był typem, który będzie z dziewczyną leżeć w łóżku i się przytulać. Ale Szkarłatnej to nie przeszkadzała. Doskonale znała już zasady tej gry. Niczego nie oczekiwała i niczego też nie obiecywała.
            Pościel pachniała nim, więc przez chwilę jeszcze leżała na łóżku. Pomimo tego, że sam Bel już dawno poszedł. Nie wyganiał jej jednak. Zaśmiała się cicho. A więc Al miał rację, gdy po raz pierwszy się spotkali. Być może Bel faktycznie miał co do niej plany od samego początku.

Heyo (heyo)

            Wiedzieli gdzie I kiedy będą przejerzdżać Destroyersi. Czekali. Skryci na dachach budynków obstawili wszystko tak, by załatwić ich jak najszybciej. Nawet Bel musiał się liczyć z potęgą Destroyersów.
            Szkarłatna wzdrygnęła się, czując na sobie czyjś wzrok. Zapewne Kaimona. Ale nic dziwnego, skoro świeciła tyłkiem wystającym spod kusej, białej sukienki. Miała to gdzieś. Nie mógł jej tknąć. Nawet on nie miał odwagi postawić się Belowi. Za to ona mogła bezkarnie uciąć mu łapkę lub dwie.
            Jako pierwsza dostrzegła auto i zeskoczyła na drogę, zmuszając Destroyersów, do hamowania. Próbowali ją wyminąć, ale na darmo. Ta ryzykowna próba skończyła się zderzeniem ze ścianą budynku.
            - No hej – zagadnęła Tris, wskakując na maskę samochodu. – Maverik… Gdzie? – wycharczała.
            Tylko Maverik ją interesowała. To był ostatni rachunek do wyrównania. Zabiła już wszystkich, którzy zniszczyli jej życie, zabili jej matkę. Została tylko ta blond żmija, która odebrała jej Vincenta.

Here comes the danger up in this club
            - Ty… - usłyszała i spojrzała na białowłosego gościa z tribalem na ramieniu. – Kim ty, kurwa, jesteś?
            - Gdzie moje maniery? – Przytknęła dłoń do ust, udając zawstydzoną. – Szkarłatna Tris, do usług.
            - Szkarłatna? – powtórzył. – Nic mi to ni mówi…
            - To o niej opowiadała Mav. Była w stanie walczyć z nią na równi, zresztą tak samo jak z Hecate.
            - Hecate – zawarczała Tris.
            Czuła się trochę zignorowana. Destroyesi najwyraźniej nie dostrzegali w niej niebezpieczeństwa, bo w ogóle nie zaczęli się zbroić. Wtedy coś łupnęło tuż obok niej, robiąc ogromne wgniecenie w masce samochodu. To był Kaimon, któremu musiało znudzić się czekanie.
            Beceremonialnie zamachnął się, a że uzbrojony był w kastety, rypnął najbliżej siedzącej osobie z całej siły.
            - Ok., można i tak – skwitowała Tris, odskakując, by nie oberwać rykoszetem.
            Wtedy rozpoczęła się walka. Ni z tego, ni z owego auto wybuchło. Jednak Szkarłatna sprytnie schowała się za plecami Kaimona, żeby uniknąć oparzenia.
            - Wysadzili własne auto, gnoje – burknął Kaimon, dla którego takie ciepełko było niczym solarium. – Energi!
            Szatyn pojawił się jak na zawołanie. Atakował raczej z odległości, używając pistoletów. Był jednak szybki i zwinny, a do tego dobrze wyszkolony. Gdy Jasnowłosy pedał próbował zmiażdżyć mu czaszkę, bez problemu zrobił unik.
            - Dokąd to? – zarechotał Kaimon, szczerząc kły. Sam używał kastetów, więc zależało mu, by zmierzyć się z gościem w  baletkach, który używał pałek. – Chodź.
            Asmo walczył z gościem, którego wołali „Emilio”. To nie był pierwszy raz jak Tris widziała zdolności Asma, ale zawsze była równie zaskoczona. Nie umiała określić jaką sztukę walki opanował. Był jednak naprawdę niezły. Unikał strzałów przeciwnika i atakował gołą dłonią. Mimo to sprawiając wrażenie, że dzierży śmiertelne ostrza.
            Bel obserwował wszystko z dachu, szczerząc się psychopatycznie, jak to miał w zwyczaju. Jak na króla piekieł przystało, oglądał przedstawienie, które serwowały mu jego demony.


When we get started man we ain’t gonna stop

            Tymczasem Tris upodobała sobie Berettę. Nie podobała jej się stylówa czarnowłosej. Kusa kiecka – choć w tej kwestii nie mogła nic powiedzieć – i bicz jako broń. Szkarłatna wywróciła oczami i prychnęła, wyrażając swoją pogardę dla członkini Destroyersów.
            - Wiele o tobie słyszałam – powiedziała tamta. – Jesteś najsilniejszą zaćmioną z Północnej Bramy. – To niesamowite.
            - Heh…
            - Super będzie cię zabić i dołączyć twój nieśmiertelnik do kolekcji.
            - Spróbuj – skwitowała Tris.
            Poprawiła uścisk na rękojeściach sztyletów i jako pierwsza rzuciła się na przeciwniczkę. Zapomniała, jak niebezpieczny potrafi być ten bicz. Ale szybko miała okazję się przekonać. Zakończony sztyletami bicz oplótł się wokół jej kostki, orając skórę. Szkarłatna syknęła z bólu.
            - Mam jakieś pieprzone de ja vu – wymamrotała pod nosem i rzuciła się na Berettę nie bacząc na konsekwencje. – Mam cię, suko.
            Tym ją zaskoczyła, bo mało kto rzucał się na Berettę gotowy pozbawić się nogi. Plotki o Szkarłatnej były więc jak najbardziej prawdziwe. A mówiono o niej różne rzeczy. Zwłaszcza o jej stylu walki i rządzy krwi.
            Biała sukienka faktycznie po chwili zyskała pierwsze plamy krwi, choć swojej właścicielki. Nie taki plan miał Bel. Nie mógł jednak narzekać, bo choć Tris omal nie straciła nogi, zdołała dosięgnąć Berettę i zadać jej dość poważny cios poniżej żeber.
            Zaraz po tym upadła, przyklękając na zranionej nodze. Zdawało jej się, że widzi kość wystającą spod poszarpanej skóry.
            - Będzie się długo goić – westchnęła smutno. – I pewnie zostanie blizna.
            Na ten komentarz Beretta parsknęła śmiechem.
            - Naprawdę sądzisz, że wyjdziesz z tego na tyle cało, by martwić się o bliznę?

We gonna turn it up till it gets too hot

            Buchnęły płomienie.
            - Kuźwa, ile wy macie tych aut? – jęknęła Tris, sprawdzając czy nie fajczy jej się kiecka. – Ach… To nie był wybuch. To ty… - dodała, spoglądając na blond dzieciaka z wyrzutnią ognia.
            - To nasz najnowszy nabytek – zatryumfowała Beretta. – Jak ci się podoba nasz młody żołnierz?
            - Przykre… - stwierdziła Tris, patrząc na chłopaka, który był od niej dobrych kilka lat młodszy. – Dzieci nie powinny igrać z ogniem.
            Nie uzyskała odpowiedzi. Zamiast tego musiała uskoczyć przed kolejną falą płomieni. W efekcie wpadła na Kaimona, który też nie miał łatwo w starciu ze Strikerem.
            - Pieprzony Bel. Mógłby nam pomóc.
            - Co? Już się zmęczyłeś? – zapytała Tris, chcąc go sprowokować.
            Rozumiała jednak gniew Kaimona. Mieli nie lada orzech do zgryzienia. Przeciwnicy okazali się dużo silniejsi, niż można było się spodziewać. I choć ich planem było wygrać, zdawało się, że na Bela nie mogą liczyć.
            - Może się boi.
            - Bel?
            - Pewnie nie dałby rady.
            - Widziałeś, co potrafi – zauważyła Tris. – Jego walka z Devito była…
            Znów musieli uniknąć ataków i przez chwilę zmuszeni byli przerwać swoją rozmowę.
            - Zamień się – mruknęła Szkarłatna. – Zmiażdżysz dzieciaka, a ja zajmę się gościem w baletkach.
            - Chyba śnisz.
            - Chyba chcesz skończyć tą bitwę dzisiaj?
            - Wal się – warknął Kaimon, ale w chwilę później pojawił się za dzieciakiem. – Akuku.
            Jednym ciosem wbił o w ścianę.
            - Brawo – zapiszczała Tris, skacząc jak rasowa fanka. – Ups – mruknęła, robiąc unik, przed ciosem Strikera. – Fajne bohomazy. Gdzie takie robią?
            - Nawet gdybym ci powiedział, nigdy tam nie pójdziesz – zarechotał Striker i zablokował atak. – Myślisz, że możecie nas pokonać?

Współtwórcy