Ogłoszenia

Tagged #Scarlet tak samo jak Tagged #Monsters, które znajduje się w menu, czerpie z uniwersum mangi Gangsta. (Które de facto bardzo polecam) Scarlet opowiada o Tris, jednej z bohaterek Tagged #Monsters i o jej przeszłości.

Daty publikacji rozdziałów:
12 i 27 dzień każdego miesiąca.

sobota, 16 września 2017

Cz 3. Demons #Bitch



Let's get this thing shaking like a disco ball
           
            Siedziała w kuchni nad kubkiem herbaty, gdy przyszedł Kaimon, a zanim przyplątał się Energy. Zaskakująco często można było zobaczyć ich razem. Szkarłatna wolała jednak nie wnikać w ich relacje, zresztą niespecjalnie ją to interesowało.
             – Lalunia Bela – prychnął Kaimon, wchodząc do kuchni.
            Nie dała się sprowokować.
             – Jak się masz, Tris? – zapytał Energy, buszując po szafkach. – Ludzie, ale jestem głodny.
            Po plecach Tris przeszły dreszcze, gdy łapa Kaimona prześlizgnęła się po jej ciele, sięgając tyłka. Wiedziała, że chciał ją sprowokować. Czekał na to, odkąd pojawiła się w Demonsach, ale większość czasu spędzała w towarzystwie Bela. Nie wiedziała tylko, ile powinna czekać. Wątpiła, żeby miał się poddać przez brak jej reakcji. Raczej próbowałby do skutku. Posuwał się coraz dalej i dalej.
            W końcu uznała, że jednak lepiej działać. Najchętniej ucięłaby mu tą denerwującą kończynę, ale Bel nie byłby zadowolony. Zerwała się z krzesła i jak małpka przeskoczyła nad blatem stołu, ciągnąc Kaimona za sobą, aż nadział się na kant. Uznała to za lepszą opcję, niż wykręcanie mu ręki. Prawdopodobnie miał więcej siły fizycznej, niż ona. Potrafiła ocenić różnicę.
             – Ty suko – warknął i chciał złapać ją za włosy. Zdążyła jednak wskoczyć na blat i pociągnąć mu z kolana w bok. Kaimon aż stęknął. – Już po tobie – zagroził, gdy puściła się biegiem do salonu.
            Lepiej się czuła na większej przestrzeni, gdzie mogła skakać do woli. Kuchnia była zaś pełna niebezpiecznych narzędzi, których mógł użyć Kaimon. Nie była dobrym polem bitwy.
            Dopadł do kanapy, za którą stała. Nie zdążył jednak zobaczyć, że połknęła Celebrer. Nie zamierzała go lekceważyć. On natomiast chyba nie brał jej zbyt poważnie. Nie znali jej rangi. Sama nie była pewna w tej kwestii. Jedyne, co wiedziała to, że nie da się tak łatwo pokonać.
            Zamachnął się, ale zrobiła unik. Nie sądziła, że przyszpili ją kanapą do ściany. Zanim się wydostała, chwycił ją za szyję. Jeszcze jej nie dusił, ale trzymał w żelaznym uścisku. To nic, nadal mogła obrócić to na swoją korzyść. Był w zasięgu jej sztyletów.

This is your last warning, a courtesy call

            Na to wszedł Bel. Ogarnął wzrokiem salon, a wszyscy wstrzymali oddech. Nikt nie śmiał się poruszyć. Nawet Energy, który próbował załagodzić spor.
             – Kaimon – powiedział Bel, łapiąc go za przed ramię. – Co. Ty. Robisz? Bo chyba nie walczysz z TRIS?
             – To takie wygłupy – odparła Szkarłatna. – Sparing jest zawsze dobry.
             – Ciebie nie pytałem – syknął, mrużąc oczy.
           
I am not afraid

            Wyszła z szybu wentylacyjnego i właściwie była już w domu. To dziwne miejsce było jej domem. I zaczynała się tak właśnie czuć. Wróciła tam, gdzie teraz przynależy. Choć z drugiej strony, lubiła też stamtąd wchodzić. Misje zawsze były ciekawą odmianą.
            Tym razem też wykonywała zadanie dla Bella. Chociaż niezupełnie. Z robotą uporała się jeszcze tego samego dnia. Nie była trudna. Jednak przy okazji natrafiła też na informacje o Destroyersach. Węszyła za nimi, szukając zemsty za Vincenta.
            Nie zamierzała tak łatwo odpuścić. Skorzystała i z tej okazji, ale ostatecznie wyszło fiasko. Dorwie Maverik za wszelką cenę. Podobno to ona dopadła Vina. Blond sucz z Destroyersów słono zapłaci za to, co zrobiła.
            Ale teraz miała inny problem. Wiedziała, że Bel czeka na jej powrót, a mimo to umyślnie ruszyła tropem Maverik. Skupiła się na własnych celach, zamiast zgodnie z rozkazem powrócić z wyprawy. Wiedziała, że jej się oberwie. Bel nie znosił, jak ktoś mu się przeciwstawiał. Niesubordynacja musiała źle się skończyć.
            Al i Asmo też ją ostrzegali, ale nic sobie z tego nie robiła. Teraz czekały ją konsekwencje. Była na nie całkowicie gotowa, choć nie wiedziała, czego spodziewać się po ich przywódcy. Czerwony Diabeł był nieobliczalny.
            Siedział w zacienionym salonie. Czekał na nią. I chyba był wkurzony. A ona stanęła na środku pomieszczenia, wpatrując się w zarys jego sylwetki. Nie mogła odgadnąć jego miny, gdy tak siedział. Nie zamierzała się też korzyć.
             – Wróciłam – oznajmiła spokojnie.
             – Widzę – padło w odpowiedzi.

Of the storm that comes my way

             – Spóźniłaś się – zauważył.
             – Z tego, co mi wiadomo, nie było ograniczenia czasowego – odpowiedziała beznamiętnie.
             – To nie była trudna misja, powinnaś była wrócić dwa dni temu.
             – Widocznie jednak była trudniejsza, niż myślałeś.
             – Nie kłam – syknął. – Zajmowałaś się czymś innym. – Zmrużył oczy – Zemsta? Wiedziałem – zaśmiał się, widząc jej minę. – A więc zemsta.
             – Może…
             – Powinienem się zezłościć, bo olewasz obowiązki na rzecz spraw niepowiązanych z Demonsami – stwierdził z powagą. – Ale tym razem przymknę na to oko. Zemsta to poniekąd szczytny cel.
             – Och?
             – Myślałem, że jesteś tylko małym demonem. Ale jesteś czymś o wiele więcej. Jesteś demonem zemsty i zniszczenia. A może aniołem zemsty? – zamyślił się poetycko. – Jesteś taka drobna, niepozorna, jak aniołek. A jednak siejesz strach i zniszczenie – ciągnął dalej. – Jesteś naszym aniołem zemsty.
             – Schlebiasz mi.
             – I momentami, gdy widzę, jaka jesteś delikatna i krucha mam ochotę cię zmiażdżyć – wyszeptał, zbliżając się do Tris, aż przyparł ją do ściany. – Mam ochotę cię zniszczyć. Sprawdzić ile wytrzymasz… – Jego oddech łaskotał ją po szyi, ale i tym razem nie wyglądała na zalęknioną. – Ale zemsta… Zemsta mi odpowiada. Mścij się dowoli, mój upadły aniele. Z przyjemnością ci pomogę. Powiedz tylko, kogo ścigamy.
             – Destroyersi – wyszeptała Tris. – Dopadnę ich za wszelką cenę.

When it hits it shakes me to the core

            Obyło się bez kary, bez pouczenia. Pozwolił jej iść. A że była głodna, skierowała swe kroki do kuchni. Tam ku jej zaskoczeniu siedziało trzech członków Demonsów. Najwidoczniej nasłuchiwali krzyków.
            Najbliżej drzwi siedział Asmo. Spojrzał z przerażeniem na Tris, a ona tylko wzruszyła ramionami. Al i Energy siedzieli dalej, pijąc kawę.
             – I szo? Jak poszło? – zapytał.
             – Dobrze – odparła niepewnie Szkarłatna. – Jak miało być?
             – Noooo…. Spóźniłaś się przecież – wyszeptał konspiracyjnie Asmo. – Tak po prostu ci odpuścił?
             – Bel rozumie, że miałam swoje powody.
             – Ty naprawdę jesteś specjalnym przypadkiem – roześmiał się Al, patrząc na nią wymownie.
             – Nie jestem żadnym specjalnym przypadkiem – westchnęła Tris. – Nie rozumiecie… Tu nie ma nic więcej. My się, jakby to, po prostu rozumiemy. Bel rozumie.
             – No, czyli jesteś specjalnym przypadkiem – podsumował Al. – Tylko ty potrafisz zrozumieć Bela. Inni się go boją. A ty? Boisz się go?
             – Nie.
             – A szo to teraz? – zawył z rozpaczą Asmo, łapiąc się za głowę. – Więc Tris jednak….
             – No przecież ci mówię, że nie!
             – A szemu krzyczysz? – jęknął, robiąc smutną minę.
             – No właśnie, szemu krzyczysz na biednego Asmo – roześmiał się Energy. – Szo ci uczynił?
             – Ej! Szo się ze mnie nabijasz? – oburzył się chłopak.
             – A szo? Nie wolno? – do zabawy dołączył nawet Al.
             – A co tu się, kurwa, odpierdala? – zawarczał Kaimon, wchodząc do kuchni. – Energy, nie masz dość siedzenia z tą małą szmatą?
             – Hej, Kaimon, miło widzieć cię w ten piękny dzień – prychnęła Tris. – Chyba jesteś w formie, bo twoja morda jest odrażająca jak zwykle.
             – Jak cię zaraz – zagroził, marszcząc gniewnie brwi.
             – Przyznaj, Kai, sam zacząłeś – roześmiał się Energy.
            Szkarłatna w ostatniej chwili zrobiła unik przed ogromną łapą Kaimona i wskoczyła na blat stołu.
             – Szkoda, że nie masz sukienki – skwitował Asmo.
             – Kaimon, jesteś tego pewien? – zapytała, patrząc na niego z góry. – Bel nie lubi, jak robi się tu demolkę. Przynajmniej dopóki sam jej nie robi.
            Kaimon prychnął, ale argument najwyraźniej zadziałał.

And makes me stronger than before

            Nie spodziewał się, że Tris blefuje. Ogłuszyła go kopniakiem w tył głowy i runął jak długi. Zeskoczyła ze stołu i łapiąc go za szmaty, przytknęła nóż do gardła. Nie zastanawiała się nad konsekwencjami. Zadarła z największym nerwusem z Demonsów. Nawet z Belem łatwiej było się dogadać. Zaś Kaimon zwyczajnie jej nie lubił. Teraz było już po niej.
            Pozostała trójka patrzyła na to z przerażeniem. Żaden z nich nie sądził, że Tris odważy się to zrobić. Asmo aż się zapowietrzył. Nigdy tego nie powiedział, ale było widać, że troszeczkę obawia się Kaimona. Choć rzecz jasna Bel zawsze był straszniejszy.
            Ona zaś uważała, że Kaimon jest problemem. Z Belem nie trudno było jej się dogadać. To Kai zawsze robił zadymę i wyraźnie nie potrafił jej zdzierżyć. Skoro nie mogła się z nim dogadać, zamierzała sobie wypracować pewne kompromisy sama. Widocznie musiała wywalczyć sobie prawo do bycia członkiem Demonsów. Każda wersja była równie dobra. Lubiła walczyć.
             – Zabije cię – wysyczał Kaimon, ale nie rzucał się, czując zimny metal na swojej szyi. – Zabiję cie.
             – Co ty masz za problem, co? – zapytała beznamiętnie Szkarłatna. – Co ci tak przeszkadza moja obecność? A może zazdrościsz tego, że ja dogaduje się z Belem? A może jesteś szowinistyczną świnią? Zwykłym gnojem i popaprańcem? Nie wiem, oświeć mnie, bo nie rozumiem.
             – Szmato zabieraj ten swój scyzoryk i wypierdalaj stąd! – ryknął.
             – Odpowiedz mi – rozkazała, przyciskając sztylet mocniej, ale tak, by nie zrobić mu krzywdy. – Przecież wiesz, że Bel nie przyjął mnie tu dlatego, że jestem ładna. Wiedział, że przez lata byłam dobrze znana w Północnej Bramie. Naprawdę myślisz, że możesz bezkarnie mnie zaatakować?
             – Oszukańcza szmata.
             – W miłości i na wojnie wszystko wolno – zaśmiała się radośnie. – Jeśli prowadzisz ze mną wojnę, nie spodziewaj się fair play. Jestem Zmrokiem. Ludzką bronią. Żyję po to, by wygrać, a nie grać fair. Albo to zaakceptujesz albo dowiesz się, skąd wziął się przydomek Szkarłatna – zagroziła i dodała: – Aha, no nie dowiesz się. Będziesz martwy, ale Al i Asmo doskonale będą mogli zrozumieć.
             – Kai, daj już spokój, co? – powiedział Energy, próbując załagodzić sytuację. – Ty też, Tris…
             – Dlaczego jej, kurwa, bronisz?!
             – Bo nie wydaje mi się, żebyś był w pozycji do wykłócania się – padło w odpowiedzi. – Tris wygrała.
             – Energy ty chuju! Pomógłbyś mi.
             – Nie, bo ja tam Tris lubię.
             – Dzięki – mruknęła.
             – Kaimon, poddaj się – powiedział Al. – Ona jest jedną z nas.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Cz 3. Demons #Devil



When we get started man we ain't gonna stop

            Czekała w ustalonym miejscu. Ale od dłuższej chwili nie było tam ani żywej duszy. Wystawili ją? Zaczynała się denerwować. Poza tym czekała już prawie pół godziny. Nawet torba z pieniędzmi zaczynała jej ciążyć na ramieniu. Przestępowała, więc z nogi na nogę.
            Nagle poczuła jak czyjeś łapsko oplata się wokół niej. Zareagowała odruchowo i wyprowadziła cios. Sparował go i ryknął śmiechem. Spojrzała na Bela, marszcząc brwi.
             – Spokojnie, nie tak nerwowo – mruknął wyraźnie rozbawiony.
             – Zachodzisz mnie od tyłu na własne ryzyko.
             – Od tyłu to mogę ci… – nie dokończył. Zaciekawiony spojrzał na torbę. – A to... Co?
             – Torba – odparła. – Z forsą. Potraktuj to jak drobny upominek z okazji mojego wstąpienia do Demonsów.
             Aż klasnął w dłonie.
             – Cudownie, jesteś ciekawsza, niż sądziłem. Nie doceniłem cię.
             – To niedobrze. Ludzie, którzy mnie nie doceniali, kończą niezbyt dobrze – skwitowała. – Potwierdziliby to, ale są martwi.
             – Minęły trzy dni – stwierdził Bel. – Tak, jak ustaliliśmy 3 dni. Miałaś osiem monet, na które się zdecydowałaś. Po trzech dniach wracasz do mnie z…?
             – Jakieś pół miliona?
             – Nadajesz się – wyszczerzył rząd spiczastych zębów – Jesteś taka jak my. Jesteś… Jedną z nas.
             – Zaszczyt jebnął mnie w twarz – zironizowała, wywracając oczami. – Co teraz?
             – Polubiłem cię – stwierdził, obejmując ją ramieniem i przybliżył się tak, by popatrzeć w tym samym kierunku co ona. Przed nimi rozpościerało się miasto. – Teraz ja mam coś dla ciebie. Imprezę powitalną. Spalimy to miasto na popiół. Dzisiaj, tutaj... Odrodzisz się, jako demon – wyszeptał jej do ucha, aż się zjeżyła. – Gotowa?
             – Zawsze – odpowiedziała, nie tracąc zimnej krwi.
             – Zobacz, co ci przywiozłem – roześmiał się, wciskając jej w dłonie sztylety, które musiała zostawić przed tym zadaniem. – Do dzieła skarbie.
             – A pozostali?
             – Ta zabawa jest tylko dla nas. Oni to tylko podpalą.
             Odsunęła się, patrząc na niego. Nie wiedział tylko dlaczego. Jej mina była nieodgadniona. Wtedy w jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk, a drapieżny uśmiech zawitał na jej ustach. Więc jednak się nie bała, nie zamierzała uciekać. Była taka jak on. I podobało mu się to.
            Nigdy nie zabijała dla przyjemności. Nigdy nie przyszło jej do głowy, by czerpać z tego jakąkolwiek frajdę. Zabijała, żeby sama mogła przeżyć. Zabijała na zlecenie. Zabijała, by osiągnąć jakiś cel. A teraz miała zabijać niewinnych i zwyczajnie spalić miasto. Zawładnęły nią mieszane uczucia, ale przecież miała zostać demonem.
            Odrzuciła głos rozsądku, uśpiła sumienie. Poprawiła palce na uchwytach swoich sztyletów i nucąc pod nosem, ruszyła w dół ulicy. Wyglądała niepozornie. Nikt nie zauważył dzierżonej przez nią broni.
            Ułamek sekundy, krew i krzyki przerażonych ludzi. Nie na długo. Brnęła coraz dalej. Czuła się jak wtedy, gdy zabiła prześladujących ją kadetów z Północnej Bramy. Brudna od krwi, wyglądała jak szkarłatna bestia.
            Całą złość, wszystkie negatywne emocje… Dała im wypłynąć na powierzchnie. Spuściła swoje demony ze smyczy i pozwoliła im sobą zawładnąć. Pozwoliła by pole widzenia zasłonił mrok. I nic się już nie liczyło.

We gonna turn it up till it gets too hot

            Szli ramię w ramię. Oboje uśmiechnięci. Ich ubrania oraz broń ociekały krwią. Włosy Tris już dawno przybrały szkarłatną barwę, a i oczy nie były już czysto błękitnego koloru. Wyzierał z nich głód, ale na pewno nie chodziło o apetyt na bułkę z szynką.
             Bel pogwizdywał radośnie. Miał doskonały humor. Naprawdę nie przypuszczał, że nowy nabytek Demonsów tak dobrze go zrozumie. Na jakimś instynktownym poziomie. Mimo, że ich charaktery bardzo się różniły. W walce też zdawali się świetnie uzupełniać. Dawno się tak nie czuł.
             Przeszła jego najśmielsze oczekiwania. Była wspaniała. Niemal doskonała. Ale nie interesowała go jako kobieta. Interesowała go… No właśnie. Jak? Chyba po raz pierwszy czuł, że znalazł towarzysza. Coś na wzór przyjaciela. Nie czuł potrzeby zwierzać się nikomu, ale nawet on chciał kogoś, kto nie będzie pytał. Nie będzie patrzył na niego w oniemieniu, a dołączy do niego w walce bez wahania. Taka właśnie była.
             Co prawda słyszał pogłoski. Ba! Nawet całkiem sporo. Też wywodził się z Północy, a tam była dość słynna. W ciągu paru lat stała się jedną z najsilniejszych w Północnej Bramie i aż do jej upadku, tytuł utrzymała. Zresztą nawet wcześniej dało się o niej słyszeć od czasu do czasu.
             Szkarłatna – to imię nadano jej dość szybko. Była wschodzącą nadzieją Zmroków. Niesamowitym fenomenem. Istotą bardzo okrutną, lubującą się w widoku krwi. Przynajmniej tak mówiono. Wtedy jeszcze nie wiedział, że z czasem zapragnie mieć ją w swoich szeregach.
             Rozbawiło go, gdy przyszła do niego sama. Zainteresowała, bo było w niej coś drapieżnego. A jednak… W pierwszej chwili był trochę rozczarowany. Spodziewał się… W sumie nie wiedział do końca czego, ale czegoś bardziej… Czegoś więcej.
             Była drobna i niepozorna. Gdyby nie skąpe ubrania, nikt nie zwróciłby na nią uwagi. W jej spojrzeniu było coś niepokojącego, ale nie czuło się grozy. Nie czuło się od niej nic specjalnego. Był pewien, że trzy dni wystarczą i zwyczajnie zginie. Tym bardziej, że dla pewności wybrał jedno z najgorszych i najbardziej plugawych miast.
             Zwojowała je. Spędziła tam trzy dni świetnie się bawiąc, zamiast zginąć. A gdy odzyskała swoje sztylety. Tak… Wtedy to poczuł. Żądzę krwi, o której tyle słyszał. Była prawie tak silna jak jego własna. Była drapieżna, była dzika, była… A potem wszystko znikało.
             Gdy szli opustoszałą ulicą, w życiu nie pomyślałby, że to ta sama dziewczyna, która przed chwilą mordowała „niewinnych” na jego oczach. I w dodatku świetnie się bawiła. O tak. To były narodziny prawdziwego demona. Takiego, o jakim zawsze marzył. Jego własnego, małego demona.
             – Co się tak gapisz? – zapytała, przerywając jego chwilę zadumy. – Mam coś na włosach?
             – Poza krwią? – zapytał, więc wzruszyła ramionami. – Myślałem…
             – Diabłom się to zdarza?
             – Nie przeginaj – mruknął, ale miał zbyt dobry humor, żeby się gniewać o jej niewyparzony jęzor. W takich chwilach wydawała się bardzo bezbronna i delikatna. I może właśnie dlatego była niebezpieczna? – Teraz jestem twoim szefem.
             – Ta jess – zasalutowała zawadiacko. – A gdzie nasza siedziba? W Hadesie?
             – Prawie.
             – I gdzie pozostali?
            – Niedługo ich poznasz – roześmiał się zadowolony z jej entuzjazmu. – Ale teraz… Uciekło nam jeszcze kilka płotek. Musimy ich wytropić.
            – Zabawa w kotka i myszkę? – podchwyciła Szkarłatna. – Gdy uciekają, jest zabawniej – rzuciła i zniknęła.
             Rozpłynęła się w powietrzu. Ale tym razem mógł ja wytropić. Wróciła żądza krwi. Postanowił się nie wtrącać. Pozwolił jej dokończyć dzieła i obserwował. Napawał się widokiem. Gdy zwieszona z jakiegoś rusztowania pojawiła się tuż przed przerażonym mężczyzną i poderżnęła mu gardło.
             Ale w jaki sposób. O tak! Podobały mu się jej metody. Nie zrobiła tego jak wszyscy. Cięła gdzieś z boku, wzdłuż tętnicy. Z doskonałym wyczuciem i lekarską precyzją. Miała potencjał. Wciąż mogła być lepsza.
            Miasto spływało morzem krwi. Złowroga cisza zaległa dokoła. Tylko czasami przerywał ją krótki krzyk przerażenia. A potem zrobiło się jeszcze bardziej czerwono, gdy rozgorzały płomienie. Jakiś samochód rozlewał benzynę po wszystkich ulicach. Buchnął ogień.
            Z daleka być może wyglądało to pięknie. Gdy całe miasto mieniło się odcieniami szkarłatu. Nikt nie wiedział, jak makabryczne rzeczy miały tam miejsce.

Everybody saying heyo (heyo)

            Wejście do siedziby było skomplikowane i w dziwnym miejscu. Lecz gdy wyszli z szybu wentylacyjnego na klatkę schodową bardzo szybko dotarli to ogromnego apartamentu. Tam już wszyscy na nich czekali.
             – Demony! Poznajcie swoją nową towarzyszkę – powiedział teatralnie Bel. – Oto Szkarłatna Tris. – Tris, poznaj swoich nowych braci – wyszeptał, znów oplatając łapę wokół drobnych ramion.
             Nie wzdrygnęła się i tym razem. W ogóle zdawała się go nie bać. To też było ciekawe, choć odrobinę irytujące. Pozostali w sumie też nie koniecznie obawiali się go, ale uważali w jego obecności. Ona nie.
             – No hej – mruknęła, uśmiechając się.
             – To ci ta cała Szkarłatna? – padło z ust jednego z mężczyzn. – Byłem ciekawy, co za harpię nam tu sprowadziłeś, Bel… Ale to, to taka miniaturka.
             Był wysoki, prawie tak samo wysoki jak Bel. Nieco przydługie, granatowe włosy z ciemnymi odrostami przy głowie i piwne oczy. Ciemna karnacja i muskularna sylwetka. Ogólne wrażenie nie najgorsze, gdyby nie ten ryj prawdziwego zbira i zwyrodnialca. Oczywiście pozory mogły mylić. Przecież w głębi duszy mógł być kłębuszkiem miłości…
             – Takie bardziej harpiątko – przytaknął mu drugi, dużo niższy, chociaż wciąż mierzący parę centymetrów więcej od Tris. Włosy sięgające do ramion miały dziwny kolor, takiego nieco zgniłego mchu. Oczy też miał też miały zielony kolor, ale świeżego i soczystego. Uśmiechał się łagodnie. Wyglądał bardzo młodo i delikatnie, ale skoro Bel go wybrał… – Harpiątko – powtórzył. – Słodka nawet. Jestem Asmo, a ten gbur to Kaimon – dodał na koniec i puścił do niej oczko.
             – Nie odgryziesz się? – spytał Bel, patrząc na Tris wyczekująco. Wzruszyła tylko ramionami. – Naprawdę? Nic? Ani słowa?
             – Po co? – zapytała beznamiętnie blondynka i wzruszyła ramionami. – Asmo wygląda bardzo sympatycznie i nie powiedział nic złego. Słyszałam wcześniej tylko jakieś brzęczenie. Karalucha albo innego badziewia?
             – Ty mała…
             – Już, już Kai – uspokoił go Asmo. – Sam zacząłeś.
             – Skończyliście? – odezwał się kolejny głos i wszyscy skierowali uwagę na wysokiego albinosa o fiołkowych oczach, ubranego w białą koszulkę i marynarkę. Świetnie pasowały do jeansów. Facet miał klasę. I bardzo przystojne rysy twarzy. Istny łamacz kobiecych serc o chłodnym spojrzeniu zabójcy. Wywrócił oczami, zdegustowany wygłupami towarzyszy. – Jestem Al – oznajmił, kłaniając się szarmancko. – Witaj w Demonsach, Tris.
             – Witaj, Al – odparła.
             – A ja jestem Energy – powiedział wysoki brunet o niebieskich oczach i chyba najbardziej normalnym wyglądzie. – Fajnie cię poznać Tris.
             – Ale naprawdę jesteś słodziutka – rozmarzył się Asmo. – Kto by pomyślał, że słynna Szkarłatna to ty.
             – Kto by pomyślał, że… Właściwie o żadnym z was nigdy nie słyszałam…
             – Al jest skrytobójcą, może dlatego – zaśmiał się Energy. – Ja byłem ochroniarzem prezydenta. Zbija się na tym fortunę, ale sławy nie ma. Kaimon… O Kaimonie dziwne, że nie słyszałaś. Są za nim listy gończe.
             – Jest się, czym pochwalić – sarknęła Tris, wywracając oczami. – A Asmo?
             – A Asmo dopiero zaczyna karierę, Bel widział w nim potencjał.
             – Wygląda niepozornie, ale nie lekceważ go, Tris – wtrącił się Bel.
             – Wierzę w twój osąd – odpowiedziała spokojnie. – W końcu jesteś naszym liderem.
             – Liderem – powtórzył w zamyśleniu.
                         Podobała mu się ta nazwa. Nie szef, a lider. Lider Demonsów. Aż klasnął w dłonie, wyrazie zadowolony.

Tell 'em to turn it up until they can't no more

             – Szef znalazł sobie dziewczynę – westchnął smutno Asmo, a pozostali potakiwali mu zgodnie.
            Słyszała to. Chciała nawet to zignorować, ale nie wytrzymała. Cofnęła się, trochę ich strasząc, bo myśleli, że to Bel słyszał ich komentarze.
             – Nie jestem jego zabawką, laleczką do kolekcji – oznajmiła, piorunując ich spojrzeniem. – Jestem takim samym członkiem Demonsów jak wy.
             – Świetnie – ucieszył się Kaimon, a na jego usta wpełzł lubieżny uśmiech.
            Zaczęła odrobinę żałować, że jednak nie była pod specjalną ochroną. A trochę była ciekawa zdolności Kaimona. Wszelkiego kalibru. Bo choć w innych dziedzinach nie była tak wprawiona, jak w walce, czuła w sobie pewien niewykorzystany potencjał.
             – Dosyć – westchnął Al. – Kai, radzę ci uważać, jeśli nie słyszałeś plotek o Szkarłatnej. Poza tym to, że ona tak nie uważa, nie znaczy, że Bel nie ma wobec niej planów.

Współtwórcy